niedziela, 24 marca 2013

Szopki krakowskie - Los belenes cracovianos

Wprawdzie zbliżają się święta wielkanocne, ale aura wybitnie jak w środku zimy. Więc wrzucam kilka zaległych zdjęć, sprzed miesiąca, gdy byliśmy w Krakowie na wystawie szopek krakowskich.
 
Belén típico de Cracovia es una composición fantástica inspirada en la arquitectura de los montumentos de Cracovia como por ejemplo la Iglesia de Santa María, el Castillo Real de Wawel o la Puerta de San Floryan. El jurado del concurso se reúne en el palacio "Krzysztofory" donde se dirigen los belenistas con sus trabajos justo a mediodía. Los resultados son anunciados y desde entonces el Museo Histórico de la ciudad de Cracovia presenta los más bellos en una exposición de los belenes galardonados.






















wtorek, 19 marca 2013

Haruki Murakami "Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland"

Parę dni temu pochłonęłam kolejną (o ile się nie mylę czwartą) książkę Harukiego Murakamiego. I muszę przyznać, że chyba podobała mi się najbardziej ze wszystkich. Teraz cierpię na syndrom odstawienia, bo nie mam pod ręką żadnej innej jego powieści. Co mogę powiedzieć o tej powieści zatytułowanej tak intrygująco. Gdzieś przeczytałam, że to powieść surrealistyczna. Tylko co to znaczy "powieść surrealistyczna"? Z definicji wynika, że powinna wyrażać bunt przeciw klasycyzmowi, realizmowi, empiryzmowi, racjonalizmowi, utylitaryzmowi i wszelkim konwencjom. Ja jednak sądzę, że ta powieść nie wyraża buntu, lecz raczej afirmację takich stanów życia, które burzą logiczny porządek rzeczywistości. Mamy więc, tak typowe dla Murakamiego, elementy groteski, wizje z pogranicza jawy, snu, fantazji, halucynacji itp. 

Tradycyjnie narracja toczy się dwutorowo. Od początku mamy dwie opowieści, dwóch bohaterów, a każda opowieść prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej. Dwóch głównych – równorzędnych, co podkreślam – bohaterów żyje w dwóch, wydawałoby się różnych światach. Odnosi się wrażenie, że jeden świat jest zbliżony do naszego: ludzie chodzą do pracy, wykonują codzienne obowiązki, śpią, jedzą, chodzą do kawiarni, jeżdżą taksówkami. Drugi świat, o czym autor na "dzień dobry" informuje nas, to świat dziwny, baśniowy, nienaturalny, nierealny. Jak się później okazuje, ten bardziej naturalny świat wcale nie jest taki normalny, dzieją się w nim rzeczy tak dziwne, że zaczyna się tracić poczucie, w którym jest się świecie. Natomiast ten drugi, świat nierealny, często okazuje się być bardziej normalny niż byśmy się tego spodziewali. W obu światach bohaterowie muszą zmierzyć się z własnym "ja", odkryć tajemnicę swojego "ja" i zmierzyć się z tym, co odkryją. I mimo iż zagadka zostaje rozwiązana na długo przed końcem, a przynajmniej można się pewnych rzeczy domyślać, to do ostatnich słów czeka się na ostateczne wyjaśnienie wszystkich wątków. Jednak czytając inne książki Murakamiego, nauczyłam się, że nie ma co się łudzić – autor nie da odpowiedzi na wszystkie pytania, nie rozsupła wszystkich tasiemek swojej opowieści. Za każdym razem zostawi nam kilka furtek, które sami musimy sobie otworzyć.

Cóż... z braku innych książek Murakamiego pod ręką, chwyciłam się za Prawdę o sprawie Savolty Eduarda Mendozy – debiutancką powieść tego pisarza, ale nie zachwyciła mnie i nie wciągnęła tak, jak inne książki tego pisarza, więc na razie dałam sobie z nim spokój. Zabrałam się za Sztukmistrza z Lublina, powieść autorstwa noblisty Isaaca Bashevisa Singera. Kręcę się ostatnio wokół tematów żydowskich, z jakiegoś powodu wciąż dostaję do pisania artykuły o takiej tematyce, mogę też zdradzić, że prawdopodobnie jeszcze przed wakacjami pojadę do Izraela, więc trochę wciągam się w klimat.

środa, 13 marca 2013

¡El Papa porteño!

Cóż mogę powiedzieć? Moja skrzynka mailowa i konto na Facebooku spuchło od maili z Argentyny. Wszyscy chcą się podzielić wielką radością i dumą - oto od dziś Argentyna nie będzie kojarzyć się już tylko z piłką nożną, Maradoną i Messim, tangiem i wołowiną. Teraz Argentyńczycy mogą powiedzieć: "soy de país del Papa" (jestem z kraju papieża), tak jak jeszcze niedawno mówiliśmy my. Ta wiadomość zastała moich znajomych Argentyńczyków w różnych miejscach, m.in. wysoko w Andach i tak się złożyło, że to ja byłam posłańcem dobrej nowiny, co wzbudziło moją ogromną radość. Wielu podkreśla, że to niezwykły człowiek, skromny, bardzo zasłużony w pracy dla biednych. Argentyńczycy polskiego pochodzenia piszą, że mieli papieża z polskiej krwi, a teraz będą mieli z argentyńskiej ziemi. A ja sobie tak pomyślałam, oczywiście żartem, Wielka Brytania odebrała Argentyńczykom Falklandy, za to Bóg dał im Papieża.;-) Ten żart bardzo przypadł do gustu moim przyjaciołom z Argentyny.

Argentyńczyk z krwi i kości. Od dziś w Watykanie pijemy yerba mate :-)


sobota, 9 marca 2013

Kuby zabawy z bronią

Beretta M9

 Był strzał w dziesiątkę

 Glock 22 
 
 


"Lekki" odrzut



czwartek, 7 marca 2013

Orzeł wylądował!

Po ponad 20 godzinach koczowania na lotnisku JFK w Nowym Jorku, Kuba wylądował w Krakowie. No, to chyba na tyle, jeśli chodzi o Kuby amerykańską podróż marzeń. Teraz trzeba doprowadzić się do stanu używania i nadgonić zaległości na studiach. Wszystkie zdjęcia, które umieszczałam były słabej jakości, bo z tabletu. Znacznie więcej i lepszej jakości jest w aparacie, więc może jeszcze coś dorzucę, jak Kuba dojdzie do siebie. 

środa, 6 marca 2013

Los Angeles i okolice

Wczoraj Kuba znajdował się w Nashville (to już stan Tennessee), oczekując na samolot do Nowego Jorku. Ja tymczasem wrzucam trochę zdjęć z Los Angeles, Hollywood i Santa Monica (czyli kolejnego, zaliczonego przez Kubę, stanu amerykańskiego - Kalifornii). 


Rozumiem, że tu Kubę bardziej od samochodów na parkingu interesował napis na wzgórzu