niedziela, 21 kwietnia 2013

Powrót wiosny / El retorno de la primavera

Zabrałam się wreszcie za wiosenne porządki na balkonie. Trochę to trwało i nie wszystko jest ukończone, ale można powiedzieć, że życie wróciło do mojej marokańskiej kazby. Porządkowaniu balkonu wiernie towarzyszyła mi Mietka, która tarzała się w suchych liściach i innych brudach, walczyła z patykami, podskakiwała, prychała aż wreszcie - po ukończonej robocie - zaległa na świeżo upranym dywaniku. Zamieszczam kilka zdjęć z, jako tako przywróconego do użytku, balkonu. Nie patrzcie tylko na podrapane ściany. Po położeniu nowych płytek, balkon nie był malowany, ale zostanie pomalowany niedługo. Będzie też wymieniona woliera przeciwkocia. Ta jest stara, brudna i się rwie.

Moja balkonowa brzózka w błyskawicznym tempie wypuściła listki

Mam nadzieję, że róża przeżyła długą i ostrą zimę

 Plantacja koperku, szczypiorku i pietruszki

Niektóre kwiatki dostały nakaz eksmisji z domowych pieleszy

Zeszłoroczna cebulka już ruszyła




Zakatarzona Kita jeszcze nie czuje radości z wiosny. Po namyśle wróciła do domu i walnęła się na swój kocyk na oknie, gdzie delektuje się słońcem przez szybę. Futro w ogóle nie wylazło ze swojego fotela. Podniosła raz łeb i pewnie zastanawiała się, co to za ruch panuje w mieszkaniu 








Popołudniowe słoneczko jednak zachęciło Kitę do ponownego wyjrzenia na balkon, gdzie odkryła roślinkę godną skubnięcia


 Niestety, Kita jest po zimie porządnie zasmarkana, a katar nie chce jej przejść od stycznia. Zaczynam się już zastanawiać, czy nie jest na coś uczulona... np. na sierść człowieków


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Wiosna obudziła skansen / La primavera despertó el museo etnográfico

Praca dziennikarza polega często na uczestniczeniu w konferencjach prasowych. Zazwyczaj nie są one niczym nadzwyczajnym: wpierw kilka oświadczeń, potem pytania od dziennikarzy, następnie pytania w podgrupach do poszczególnych osób. Czasami organizatorzy zaserwują kawę, herbatę, kanapki czy ciastka. Oczywiście, obowiązkowo każdy dostaje jakieś materiały prasowe, czasami można znaleźć w nich coś fajnego. Zdarzyło mi się już dostać mp3, z którego korzystam do dziś, ale najczęściej są to po prostu jakieś kserówki, katalogi, materiały promocyjne, długopis, płytka CD, obowiązkowo smycz (mam już pełną szufladę smyczy) itp. Kto nie lubi jednak gadżetów? Ja lubię, szczególnie kubki lub breloczki. Ale rzadko zdarza się, że organizatorzy przygotują coś ponad program obowiązkowy. Trudno się zresztą dziwić, dziennikarze wpadają z rozwianym włosem, chcą szybko zadać kilka pytań i pędzą na kolejne spotkanie lub muszą obrobić jakiś materiał - nigdy nie mają czasu. Ale od czasu do czasu przytrafia się coś naprawdę fajnego. I tak dziś, po konferencji prasowej w Muzeum Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie dla dziennikarzy przygotowano przejażdżkę bryczką po skansenie. A że pogoda była wyśmienita, to dziennikarze skwapliwie skorzystali z takiej możliwości. Nie ma jeszcze żadnej zieleni, nawet pączków na drzewach tyle co na lekarstwo, ale w końcu jeszcze tydzień temu leżał tu śnieg. Zresztą i teraz w cieniu leżą płaty śniegu.






















 Jednak coś ruszyło się w przyrodzie

niedziela, 14 kwietnia 2013

niedziela, 7 kwietnia 2013

Reminiscencje wielkanocne

Kuba, Arleta i... tegoroczny zając wielkanocny.;-)




czwartek, 4 kwietnia 2013

Isaac Bashevis Singer "Sztukmistrz z Lublina"

Jak wspominałam niedawno, w ramach kryzysu, wywołanego brakiem pod ręką jakiejś nowej książki Harukiego Murakamiego, przeczytałam książkę Isaaca Bashevisa Singera pt. Sztukmistrz z Lulina. Nie jest to żadna nowość. Książka została opublikowana w 1960 roku. Może nawet trochę wstyd, że do tej pory nic nie przeczytałam tego pisarza, laureata literackiej Nagrody Nobla, patronującego warszawskiemu festiwalowi kultury żydowskiej "Warszawa Singera". Muszę przyznać, że wyobrażałam sobie coś zupełnie innego. Jednak książka wciągnęła mnie od pierwszych stron. 

Tytułowym bohaterem jest Jasza Mazur, sztukmistrz, magik, linoskoczek, cyrkowiec. Jego życie jest jak jego praca - oszustwem, żartami, wygłupami, iluzją. Nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jego działania wpływają na innych ludzi. Ma żonę Esterę, ale i kilka kochanek. Nie tylko nie widzi w tym nic dziwnego, ani niemoralnego, ale nawet się z tym nie ukrywa. Wprawdzie pochodzi z żydowskiej rodziny i ma żydowską żonę, ale jest ateistą, więc Boga się też nie boi. Jedyne, co czuje to, to że jest niedoceniany. Uważa, że wszędzie na świecie zrobiłby wielką karierę... poza Polską. Pewnego dnia przyjeżdża, z kochanką oraz biorącą udział w pokazach zwierzęcą menażerią, na występy do Warszawy. Tu wszystko się gmatwa. Jego decyzje za każdym razem są złe, gubi się w swoich intrygach, pomysłach na zmianę życia. W pewnym momencie już nawet nie wie, czego chce. Podjęcie jakiejkolwiek decyzji jest niezwykle trudne, bo cokolwiek by zrobił - kogoś skrzywdzi. Mota się tak bardzo, że doprowadza do tragedii. Ta tragedia staje się punktem zwrotnym powieści, powoduje powolną, ale diametralną zmianę jego postawy życiowej. Nagle pojawiają się rozterki moralne i religijne, pytania o fundamentalne sprawy: kim jestem, kto stworzył świat i dlaczego, czym jest śmierć i, wreszcie, czy Bóg istnieje? Oprócz pokazania procesu przemiany człowieka, ciekawym elementem książki jest obraz dziewiętnastowiecznej Warszawy. Singer prowadzi nas uliczkami miasta, jakiego już nie ma. Pokazuje świat, który odszedł. Dla mnie to była fascynująca podróż.


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wielkanoc / Pascua 2013

Widokówkowa zima w pełnej krasie. Jest tylko jeden problem... to kwiecień... chociaż dopiero pierwszy dzień kwietnia i można tę aurę tłumaczyć tylko prima aprilisem.;-)





















Ślady zajączka wielkanocnego?

A to dowód na to, że jednak wiosna walczy z zimą