czwartek, 16 maja 2013

Przygotowania do wyjazdu do Izraela / Las preparaciones al viaje a Israel

Za 3 tygodnie wyjeżdżamy do Izraela. Gdy piszę te słowa, to ciarki przechodzą mnie po plecach, bo właściwie jesteśmy kompletnie nieprzygotowani. Jak nigdy dotąd. Praca redaktora naczelnego w jednej gazecie, dziennikarza w drugiej, organizacja ogólnopolskiej konferencji dziennikarzy – łącząca się z poszukiwaniem sponsorów i różnego rodzaju partnerów – do tego zajęcia na uczelni i próby prowadzenia w miarę normalnego domu – to koszmar w ciapki. Jestem potwornie zmęczona. Ogarnięcie wszystkiego przytłacza mnie i mam wrażenie, że mój dysk twardy wraz z mózgową pamięcią RAM nie są w stanie za wszystkim nadążyć. Każdy dzień kończę wyliczanką: czego nie udało mi się załatwić/zrobić. Chyba pora odpocząć. 

 Foto: internet

A jeśli chodzi o przygotowania do wyjazdu do Izraela, to jak na razie udało mi się: napisać jednego maila do ambasady Izraela (bez odpowiedzi), zorganizować jeden przewodnik (w drodze są dwa następne),  wykonać jeden telefon do znajomego rodziców, który niedawno wrócił z Izraela. Problem polega na tym, że nasz samolot ląduje na lotnisku w Tel Awiwie, tuż przed szabasem, a my musimy dostać się do Jerozolimy. Jakby się ktoś pytał, to  Izraelu, podczas szabasu transport publiczny nie funkcjonuje. Z lotniska w Tel Awiwie do Jerozolimy jest ok. 60 km. Ponoć poza szabasem działają tu autobusy, ale wszystko zależy od tego, czy samolot się nie spóźni, a odprawa na lotnisku przejdzie szybko i sprawnie. Inna kwestia to samo dostanie się do miejsca pobytu – mieszkamy w samym sercu Starego Miasta, w dzielnicy chrześcijańskiej, ale z widokiem na dzielnicę żydowską i Wzgórze Świątynne z charakterystyczną Kopułą Skały. Do bazyliki Grobu Świętego mamy 3 minuty drogi, właściwie tyle, co przejść na drugą stronę drogi.

 
Miejsce naszego pobytu w Jerozolimie 
(Foto ze strony: elzbietankijerozolima.com/stary_dom_polski.html)

Spodziewam się ujrzeć taki widok (Foto: internet)

1 komentarz:

Mażena pisze...

Powodzenia to chyba trudna trasa!
Ale też marzę o takiej podróży.