wtorek, 21 maja 2013

Szklarska Poręba – Hala Szrenicka

Po "zdobyciu" Kamieńczyka ruszyliśmy do schroniska na Hali Szrenickiej. Wleźliśmy w mokrą chmurę pełną wody jak gąbka. Im szliśmy wyżej, tym mocniej namakaliśmy. Po wejściu na Halę Szrenicką jeszcze do tego wiało. W schronisku zjedliśmy żurek i pomidorową, obeschliśmy trochę i obejrzeliśmy zmiany, jakie tam zaszły od czasu naszego ostatniego pobytu w schronisku (czyli 5 lat temu). Przy okazji mieliśmy nieprzyjemność obserwacji nowego typu turysty górskiego: głośny, pijany w sztok i kompletnie źle ubrany, jak na warunki górskie. Z przykrością stwierdziliśmy, że na szlakach coraz rzadziej spotyka się turystów w starym stylu, w odpowiednim obuwiu, odpowiednio zachowujących się na łonie przyrody, nieśmiecących, niehałasujących i mówiących "dzień dobry" lub "cześć". Nie mam pojęcia, po co oni lezą w te góry? Bo przecież, napić się można w mieście. Może byśmy posiedzieli dłużej, ale pijane towarzystwo (kilka różnych grup) zniechęciło nas skutecznie i pożegnaliśmy schronisko. Wróciliśmy tą samą drogą. W połowie góry, po wyjściu z chmury, zaczęło się przejaśniać, a na samym dole wyszło słońce. I już do końca dnia był piękny słoneczny dzień.


Szlak powyżej schroniska przy wodospadzie Kamieńczyka

Zamglona Hala Szrenicka wraz ze schroniskiem





Wracając, odkryliśmy punkt widokowy. Niestety, z powodu mgieł nie bardzo było widać widoki







 
 W drodze powrotnej przechodziliśmy nad wąwozem Kamieńczyka i fajnie było widać pomosty wzdłuż skał

 No i wreszcie wyszło słońce


4 komentarze:

Kasia i Artur podbijają świat pisze...

Nadal są mili turyści mówiący zawsze cześć, niestety takie elementy się zdarzają, ale i tak tych pierwszych jest więcej ;)

Mażena pisze...

Witanie się na szlaku jest taka normalna dla mnie informacją, że własnie nikt nie zrobi nic złego o jest dobrze nastawiony..
Fajna wycieczka bo okolica piekna!

Karola F. pisze...

Zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami odnośnie pseudoturystów. Przykre to. :/
Na szczęście spotykam na swojej drodze jeszcze tych z prawdziwego zdarzenia. :) Uprzejmych, pomocnych, uśmiechniętych i nierzadko z głową pełną opowieści z dawniejszych czasów, kiedy to w górach bywali nieliczni.

P.S. Szkoda, że nie weszliście na Szrenicę, na pyszne naleśniki z jagodami. To mój obowiązkowy punkt programu, jak tam jestem. :)

recoleta pisze...

Początkowo chcieliśmy wjechać wyciągiem na Szrenicę i stamtąd pójść szlakiem w stronę Śnieżnych Kotłów. Ale pogoda była niezachęcająca, wprawdzie nie było ulewnego deszczu, ale siąpiło i była taka mgła, jak widać na zdjęciach. Widoczność na kilkanaście metrów.