poniedziałek, 29 lipca 2013

Sakramenckie upały / Mucha calor / Sweltering heat

Za nami koszmarny weekend, a przed nami kolejny trudny dzień - tym razem w pracy, przed komputerem. Wiatrak od 7:30 na pełnych obrotach, a w lodówce chłodzi się zielona herbata Liptona. Jednak mózg pracuje na zwolnionych obrotach i nie mogę doczekać się końca tygodnia, który to oznacza... WAKACJE. :-) Aczkolwiek będę je spędzać samotnie z pędzlem w ręku (czyt. remoncik). 


środa, 24 lipca 2013

Na wakacje polecam

Po dłuuugim czytaniu wreszcie kilka tygodni temu dobrnęłam do końca grubaśnej trylogii Stiega Larssona Millennium. Trochę to trwało, ale każda z części była naprawdę potężna. Ogólnie oceniam całość bardzo dobrze. To świetna lektura wakacyjna, wciągająca, zaskakująca, choć na dłuższą metę męcząca. Najlepsza zdecydowanie jest część pierwsza. Drugi i trzeci tom to w zasadzie jedna opowieść mają dłużyzny i czasami wkurzały mnie. Zdecydowanie mocną stroną powieści, jako całości, jest absolutnie profesjonalne  dziennikarskie przygotowanie autora. Bez dwóch zdań nic tak nie uczy rzetelnego warsztatu pisarskiego, jak wieloletnia praca na tekstami (swoimi i obcymi). Wiem coś o tym. Zresztą tę dziennikarską manierę widać w całej powieści. Mimo natłoku wydarzeń, nazwisk (dość trudnych do zapamiętania, bo szwedzkich), nazw miejscowości, dat itp. czyta się szybko i lekko. To na pewno novum na rynku kryminałów. Zresztą Stieg Larsson zapoczątkował boom powieści kryminalnej rodem ze Szwecji. Trudno powiedzieć, co jest w nich takiego pociągającego... Specyficzny styl, jakaś nieokreślona mroczność, trochę depresyjny nastrój i chyba po prostu inny klimat. Nie wszystkie poglądy autora mi odpowiadają, jego dziennikarska poprawność polityczna aż koli w oczy, ale pomysł na powieść był świetny i polecam. Po przeczytaniu każdej kolejnej części oglądałam film (szwedzkie produkcje). I tu doznałam wielkiego rozczarowania. Nie przypuszczałam, że można tak dobrą powieść spartolić filmem. Fatalne dobranie aktorów (z wyjątkiem głównej bohaterki), fatalna gra aktorska, skróty zrozumiałe wyłącznie dla osób, które przeczytały książki, mało ciekawa akcja. Teraz zasadzam się na remake amerykański. Pierwsza część nosi tytuł Dziewczyna z tatuażem, a rolę główną gra Daniel Craig


Drugą pozycję, którą mogę polecić na wakacje i nie tylko to nowość w wydaniu mojego ulubionego Harukiego Murakamiego znowu trylogia pt. 1Q84. Na razie przeczytałam pierwszy tom i zmierzam ku końcowi drugiego, ale już teraz mogę pochwalić najnowszą "produkcję" tego japońskiego pisarza. Tradycyjnie narracja toczy się dwutorowo, to dwie równolegle opowiadane historie mężczyzny i kobiety. Każda z tych osób jest inna, uwikłana w skomplikowane sytuacje życiowe, czasami straszliwie pokręcone. A jednak coś je łączy. Tytuł nawiązuje, oczywiście, do słynnej powieści George'a Orwella 1984, ale moim zdaniem, bardzo pomyliłby się ten, kto oczekiwałby jakiś szczególnych i licznych dygresji do tej książki. Owszem są, ale największą jest to, że akcja toczy się w 1984 roku... chociaż... no właśnie... i tu wkraczamy w świat Harukiego Murakamiego oraz jego fantastycznych wizji. U niego nie do końca mamy pewność, w jakim roku jesteśmy (stąd użycie zapisu 1Q84), czy to, co widzimy jest tym faktycznie, czy to co się dzieje, rzeczywiście się dzieje. Nie ma tu rzeczy oczywistych i wszystko może się zdarzyć. Jest dziwnie, mrocznie, na pograniczu sennych majaków i przebudzenia, czasami magicznie, a czasami strasznie.

 
Trzecią pozycją godną polecenia jest film pt. Oz Wielki i Potężny. To oczywiście bajka, historia nawiązująca do słynnej powieści L. Franka Bauma Czarnoksiężnik z krainy Oz. To opowieść sprzed przybycia Dorotki do fantastycznej krainy Oz, pokazuje, jak do niej dostał się tytułowy bohater. Urzekło mnie klasyczne podejście do bajki – nie bardzo lubię adaptacje wywracające do góry nogami książkowe pierwowzory. Bardzo podobały mi się wszelkie efekty specjalne, które chyba były większym udziałem grafików komputerowych niż operatorów filmowych. To po prostu piękne obrazy cieszące oko i chyba są najmocniejszą stroną filmu. Bez agresji, bez wrzasków, bez wulgaryzmów - lekka, wakacyjna zabawa dla całej rodziny. My obejrzeliśmy wszyscy razem i bardzo nam się podobało, a jesteśmy – jakby nie było – starymi "koniami".

 

piątek, 12 lipca 2013

Kuba w Madrycie / Kuba en Madrid / Kuba in Madrid

Tak jak parę dni temu pisałam, Kuba ostatnio był w Madrycie na konferencji informatyczno-programistycznej "BlackBerry Jamp Camp - Madrid". Wyjazd zafundowała, jemu oraz trzem jego kolegom z uczelni, firma BlackBerry, związana z biznesem telefonów komórkowych. Jest to już kolejna impreza zafundowana studentom informatyki, którzy studiują na uczelni, na której działa tzw. Akademia BlackBerry. W konferencji w Madrycie brali udział również studenci z innych krajów (oprócz, oczywiście, Hiszpanii): Włoch, Austrii, Francji. Dodam jeszcze, że BB funduje "swoim" studentom także rzeczy materiale, np. telefony komórkowe, tablety, a nawet firmowe kurtki i torby na laptopy. Dzięki BB Kuba był już dwukrotnie na konferencji w Amsterdamie, a na jesieni wybiera się do Barcelony. Poniżej garść zdjęć wykonanych, oczywiście, telefonem BB.

 




















czwartek, 11 lipca 2013

Spacer po Jarosławiu / Yaroslav

O Jarosławiu już kiedyś pisałam (można to wyszukać poprzez tag "Jarosław"). Powiem tylko krótko, że podczas mojego weekendowego pobytu w tym miasteczku była okazja do odwiedzenia moich ulubionych miejsc.

Jarosław is a town in south-eastern Poland, situated in the Subcarpathian Voivodeship. The city was established by the Ruthenian prince Yaroslav the Wise in the 11th century (1031). It was granted Magdeburg rights by Polish prince Władysław Opolczyk in 1375. The town is particular for its rich mixture of nationalities and religions typical (Roman Catholics, Greek Catholic Church and Jews) of the Polish borderlands before the Second World War. In the town are many monuments, for example: old town with beautiful tenement houses and market square, remaining city fortifications, three synagogues, Corpus Cristi collegiate church, greek catholic Transfiguration church, benedictines abbey, dominican monaster and underground tunnel system. 
 
Jarosław es una ciudad en el sureste de Polonia, situado en el Voivodato Subcarpacia. La ciudad fue fundada por el príncipe de Rutenia Yaroslav el Sabio en el siglo XI (1031). Le concedió los derechos de Magdeburgo por príncipe polaco Władysław Opolczyk en 1375. La ciudad es particular por su mezcla rica de las nacionalidades y los típicos religiones (católicos, católicos griegos y judíos) de las fronteras de Polonia antes de la segunda guerra mundial. En la ciudad hay muchos monumentos, por ejemplo: Ciudad Vieja con hermosas casas de vecindad y la plaza del mercado, las fortificaciones de la ciudad, tres sinagogas, la iglesia colegiata del Corpus Cristi, griego católica iglesia de la Transfiguración, la abadía benedictina, convento de los dominicos y el sistema de túneles subterráneos. 
 
Ratusz / Town hall / Ayuntamiento



Kamienica Orsettich / House of Orsetties family / Casa de la familia Orsettie

Hala Targowa / City Market Hall / Mercado Municipal

Cerkiew grekokatolicka pw. Przemienienia Pańskiego / Greek catholic Transfiguration church / Griego católica iglesia de la Transfiguración





Duża synagoga / Great Synagogue /
Gran Sinagoga



Kolegiata Bożego Ciała/ Corpus Cristi collegiate church / La iglesia colegiata del Corpus Cristi 
 




wtorek, 9 lipca 2013

Jarosław - rekolekcje benedyktyńskie z ojcem Leonem Knabitem

Od mojego powrotu z Izraela minęło już troszkę czasu. Zdążyłam się po powrocie rozchorować, gdy szok termiczny dopadł mnie na naszej polskiej, deszczowej ziemi. Od razu wpadłam w wir pracy i - w pewnym sensie - nawet nie zauważyłam, że Kuba poleciał do Madrytu (na konferencję programistyczną dla studentów). Żeby nieco odetchnąć, przyjęłam zaproszenie od moich ulubionych sióstr z klasztoru benedyktynek w Jarosławiu. Namówiłam koleżankę z pracy i pojechałyśmy na ziemię podkarpacką, na rekolekcje z ojcem Leonem Knabitem. Wpierw pojechaliśmy po ojca Leona do Tyńca (pod Krakowem) i zabraliśmy go do samochodu (Krzysiek robił za kierowcę). Droga do Jarosławia była bardzo długa, towarzyszył nam paskudny upał, a do tego trafiliśmy na blokadę drogi (zderzenie trzech samochodów) i musieliśmy polnymi drogami dojechać od jakiejś innej drogi. Była to okazja do uświadomienia sobie, jak pięknie wygląda Polska poza głównymi trasami, że są jeszcze takie miejsca, gdzie nie ma asfaltu, ale za to jest cisza, spokój i śpiew ptaków. Mimo zmęczenia, zachwyceni dojechaliśmy do klasztoru, gdzie czekały już na nas z obiadem siostry benedyktynki. W Jarosławiu (Krzysiek nas tam zostawił i wrócił) spędziłyśmy cudowny czas, napompowałyśmy się pozytywną energią, która wprost kipi z ojca Knabita. To niezwykle ciepły, serdeczny, dowcipny, bezpośredni człowiek, niesamowicie zorientowany w różnych dziedzinach życia - od sytuacji politycznej po nowinki technologiczne, internet i repertuar kinowy. Mimo 83 lat, prowadzi własny blog, na który zapraszam (blog ojca Leona Knabita). Ponadto miałyśmy okazję wziąć udział w wielogodzinnym nabożeństwie o uzdrowienie i uwolnienie, które powszechnie znane jest jako egzorcyzmy. Poprowadzone było przez wybitnego egzorcystę, mającego na swoim koncie mnóstwo uzdrowień i uwolnień. To było absolutnie niezwykłe doświadczenie. Myślę, że - zanim ktokolwiek wyrobi sobie zdanie na temat egzorcyzmów - powinien wziąć udział w czymś takim. Pobyt w Jarosławiu to była również okazja do spaceru po miasteczku i upajanie się jego niezwykłą aurą i urodą.