wtorek, 9 lipca 2013

Jarosław - rekolekcje benedyktyńskie z ojcem Leonem Knabitem

Od mojego powrotu z Izraela minęło już troszkę czasu. Zdążyłam się po powrocie rozchorować, gdy szok termiczny dopadł mnie na naszej polskiej, deszczowej ziemi. Od razu wpadłam w wir pracy i - w pewnym sensie - nawet nie zauważyłam, że Kuba poleciał do Madrytu (na konferencję programistyczną dla studentów). Żeby nieco odetchnąć, przyjęłam zaproszenie od moich ulubionych sióstr z klasztoru benedyktynek w Jarosławiu. Namówiłam koleżankę z pracy i pojechałyśmy na ziemię podkarpacką, na rekolekcje z ojcem Leonem Knabitem. Wpierw pojechaliśmy po ojca Leona do Tyńca (pod Krakowem) i zabraliśmy go do samochodu (Krzysiek robił za kierowcę). Droga do Jarosławia była bardzo długa, towarzyszył nam paskudny upał, a do tego trafiliśmy na blokadę drogi (zderzenie trzech samochodów) i musieliśmy polnymi drogami dojechać od jakiejś innej drogi. Była to okazja do uświadomienia sobie, jak pięknie wygląda Polska poza głównymi trasami, że są jeszcze takie miejsca, gdzie nie ma asfaltu, ale za to jest cisza, spokój i śpiew ptaków. Mimo zmęczenia, zachwyceni dojechaliśmy do klasztoru, gdzie czekały już na nas z obiadem siostry benedyktynki. W Jarosławiu (Krzysiek nas tam zostawił i wrócił) spędziłyśmy cudowny czas, napompowałyśmy się pozytywną energią, która wprost kipi z ojca Knabita. To niezwykle ciepły, serdeczny, dowcipny, bezpośredni człowiek, niesamowicie zorientowany w różnych dziedzinach życia - od sytuacji politycznej po nowinki technologiczne, internet i repertuar kinowy. Mimo 83 lat, prowadzi własny blog, na który zapraszam (blog ojca Leona Knabita). Ponadto miałyśmy okazję wziąć udział w wielogodzinnym nabożeństwie o uzdrowienie i uwolnienie, które powszechnie znane jest jako egzorcyzmy. Poprowadzone było przez wybitnego egzorcystę, mającego na swoim koncie mnóstwo uzdrowień i uwolnień. To było absolutnie niezwykłe doświadczenie. Myślę, że - zanim ktokolwiek wyrobi sobie zdanie na temat egzorcyzmów - powinien wziąć udział w czymś takim. Pobyt w Jarosławiu to była również okazja do spaceru po miasteczku i upajanie się jego niezwykłą aurą i urodą.


















 

1 komentarz:

niesia pisze...

śliczny kot! fajnie się tak oderwać na chwilę i mieć czas na przemyślenia c: Ojciec Leon wygląda na bardzo pozytywnego człowieka C: