sobota, 23 listopada 2013

Kłopoty drugiego kota

Od pół roku moje życie toczy się wokół kocich spraw. Wpierw Kita (mała czarna) miała półroczny katar, kórego nie można było niczym zahamować, aż w końcu przeszedł w zapalenie płuc, które dość długo leczyliśmy. W tym czasie zaniedbałam persa i nie zauważyłam, że gwałtownie schudła, co było - jak się potem okazało - efektem poważnej choroby, a ta w końcu doprowadziła do śmierci persicy. Tego samego dnia, gdy pochowaliśmy persicę, okazało się, że coś dzieje się z Kitą. Nie będę opisywać szczegółów, ale dość długo lekarz nie mógł dojść do tego, co jest kotu. Efekt jednak jest taki, że dziś Kita przeszła operację i podczas "otwarcia" kota wszystko się wyjaśniło. Niestety, guzy wycięte niejako przy okazji (bo nie one były przyczyną operacji) wyglądają na nowotwór złośliwy i poszły na histopatologię. Bez względu na wynik, za miesiąc Kitę czeka ponowna operacją. Teraz kocica odpoczywa, czuje się już w miarę dobrze, choć ubranko bardzo krępuje jej ruchy, co bardzo ją denerwuje. Te ostatnie kocie historie bardzo mnie obezwładniły psychicznie, tak że nawet nie mam chęci na czytanie Harukiego Murakamiego... 

  Fotka sprzed kilku minut, niestety kiepska, bo strzelona komórką i do tego w ciemnym pokoju

2 komentarze:

Wojtek pisze...

A jaki był cel tej operacji (skoro nie wiedziano o guzach) i z jakiego powodu ma mieć kolejną, jeśli można spytać?

recoleta pisze...

O guzkach wiedziano, ale one miały być usunięte przy okazji operacji. To miała być standardowa sterylizacja. Ale problemy trwały od kilku miesięcy - w kale pokazywała się krew. Ja, niestety, myślałam, że to od persa. I dopiero gdy w dniu pogrzebu kota okazało się, że ponownie w kuwecie pojawiła się krew, to uświadomiło mi to, że to innego kota. Od razu następnego dnia poszłam do weterynarza i rozpoczął się maraton badań: kał na pasożyty (choć miesiąc wcześniej wszystkie trzy były odrobaczane), krew. Wyniki były bardzo dobre, i lekarz nie wiedział, skąd ta krew i uznał, że albo polip w jelicie grubym, albo zapalenie jelita grubego. Dostała antybiotyki, operacja została przesunięta, żeby antybiotyki zaczęły działać. Krwi było mniej. Kita od wielu lat żarła hormony i te guzki porosły chyba od hormonów. Niestety, w trakcie operacji okazało się, że już rozwinęło się ostre ropomacicze i prawda jest taka, że niewiele dzieliło ją od pęknięcia macicy. Wszystko wycięli, jednak owe guzki po wycięciu okazały się bardzo brzydkie. Lekarz nie robi mi złudzeń, że wyglądają na złośliwe. Wycięli jej tylko jedną listwę gruczołową (te gorszą), za miesiąc ma być wycięta druga. Od razu tego nie zrobili, bo kot nie wytrzymał gdyby zrobiono wszystko na raz.