wtorek, 31 grudnia 2013

Koniec roku / Fin del año / The end of the year

Na koniec roku dzieci zebrały się w komplecie, co ostatnio się bardzo rzadko zdarza. Szczególnie Karolina bywa, delikatnie mówiąc, sporadycznie w domu, więc wykorzystałam sytuację i obfotografowałam ją w różnych pozach, w starych i nowych (dzisiaj odebranych) okularach.

W starych okularach


W nowych okularach 



 Kicie brzuszek już porósł nowym włosiem

Kuba z nową zabawką 


A teraz cykl pt. "Wałkoniące się koty"






niedziela, 29 grudnia 2013

Wrócił do swojego ukochanego Lwowa / Regresó a su querido Lviv / He returned to his beloved Lviv

Gdy pierwszy (i jak dotąd jedyny raz) pojawiłam się we Lwowie, od razu poczułam, co to znaczyć tęsknić całe życie za tym miastem i jak wielki ból w sercu nosi każdy lwowianin, który został wyganny ze swego rodzinnego gniazda. Czytałam wspomnienia Stanisława Lema i miałam to szczęście, że wiele razy słuchałam na żywo Wojciecha Kilara. Lwowianie do śmierci pozostali lwowianami, choć wielu z nich utraconą miłość przelało na nowe miejsca, w których pozostało im żyć. I tak było w przypadku Wojciecha Kilara, który dziś rano odszedł z tego świata. Dwa lata temu śp. Wojciech Kilar, honorowy obywatel miasta Katowic i  laureat Nagrody Arcybiskupa Metropolity Katowickiego Lux ex Silesia, powiedział: Nie ma – moim zdaniem – wspanialszego miejsca dla muzyka niż Katowice, niż Śląsk.

W 2012 roku Wojciech Kilar otrzymał doktorat honorowy Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Powiedział wtedy: To wyróżnienie jest dla mnie szczególnie cenne, otrzymuję go bowiem w mieście, w którym mieszkam, na ziemi, na której spędziłem ponad trzy czwarte swojego życia. Jest to jakby kolejne potwierdzenie mojego drugiego obywatelstwa, mojej drugiej, po Lwowie, małej ojczyzny. To wyróżnienie wydaje mi się cenniejsze także dlatego, że pozwalam sobie mniemać i sądzić, że nie jest ono przyznane mi tylko za moją pracę zawodową, ale wiąże się być może także z moim życiem – moim sposobem życia. Śląsk – pomyślałem sobie – jest jedną z „wielkich rzeczy”, jakie dał mi Pan Bóg. Wygnany z mojego miasta Lwowa trafiłem tutaj. Jestem przekonany, że byłbym innym człowiekiem, który niezbyt by mi się dzisiaj podobał, gdybym nie trafił właśnie na Śląsk. Kiedy zjawiłem się tutaj po exodusie ze Lwowa, znalazłem się w fantastycznym środowisku muzycznym, które dziś popularnie nazywa się śląską szkołą kompozytorską.

I rzeczywiście, na Śląsku odnalazł się Wojciech Kilar nie tylko w sferze muzycznej, ale także i duchowej. Tu bowiem miał to szczęście – jak sam mówi – spotkać niezwykłych księży i poznać śląski Kościół, który odegrał ogromną rolę, tak w życiu, jak i w jego przemianie. Tu także w połowie lat 50. XX wieku spotkał swoją przyszłą żonę – Barbarę Pomianowską. 

Miałam przyjemność i niezwykły zaszczyt fotografować śp. Wojciecha Kilara wielokrotnie, przy różnych okazjach. To, co najbardziej mnie uderzyło, to jego anielska cierpliwość do fotoreporterów, a także wielka skromność granicząca ze zdziwieniem, dlaczego jego osoba wzbudza tak wielkie zainteresowanie w otoczeniu. Z mojego zbioru zdjęć tego wielkiego kompozytora i muzyka wybrałam jedno. Celowo zachowałam je w wersji kolorowej, aby pokazać niezwykły kolor jego oczu, z których zawsze emanowały spokój i wielka pokora.

Urodzony 17 lipca 1932 r. we Lwowie, zmarł 29 grudnia 2013 r. w Katowicach

A moim ulubionym utworem Wojciecha Kilara był zawsze główny motyw do filmu Romana Polańskiego Dziewiąte wrota

niedziela, 15 grudnia 2013

Kita reaktywacja

Najnowsze wiadomości z kociego frontu brzmią tak, że Kicie dziś ściągnięto ostatnie szwy. Wszystko pięknie się pozrastało. Kita z radością przyjęła ściągnięcie kaftanika, dostała  nawet prawdziwego turbodoładowania - biega po domu jak szalona, skacze po meblach, znacznie więcej je. Niestety, pozostał jeden problem - Kita ma... hemoroidy. Przynajmniej tak brzmi ostatni pomysł weterynarza na jedną z wielu jej przypadłości. I po tym wszystkim, co ją ostatnio spotkało, mam nadzieję, że to są "tylko" hemoroidy. W przypadku takich małych zwierzątek jak koty, ponoć nie wymyślono jeszcze na to skutecznego lekarstwa. Aby złagodzić jej nieprzyjemności, wynikające z tej choroby, mam jej podawać rutinoskorbin. Po wielu tygodniach leczenia, na razie następuje krótka przerwa, a po Nowym Roku, jak już wspominałam, będę umawiała się na ostatnią operację, mającą na celu wycięcie dwóch pozostałych gruczołów.

 Po ściągnięciu kubraczka Kita odważyła się i wskoczyła na bardzo wysoką półkę ze świeżymi, pachnącymi ręcznikami

 To zawsze była strefa zakazana, ale jeśli komuś udawało się tu dostać, to Mietce, która miała więcej siły na taki wyskok

 Brzuszek wygląda jakby kot zrobił sobie harakiri

czwartek, 12 grudnia 2013

Katowice - miasto w budowie / Katowice - la ciudad en construcción / Katowice - the city under construction

Niewiele osób spoza Katowic zdaje sobie sparwę z tego, na jakim placu budowy żyją mieszkańcy tego miasta. Już chyba ze dwa lata trwa totalna przebudowa centrum. Zniknęły niektóre ulice i niektóre budynki, zniknął nawet dworzec kolejowy, w innych miejscach pojawiły się nowe budynki. Czasami mam wrażenie, że miasto budowane jest od nowa. Wiadomo, że w takiej sytuacji są trudności, to nic nadzwyczajnego. Gorzej, że niektóre pomysły są po prostu "z czapy". Już kiedyś wspominałam, że w miejscu największego placu Katowic - placu Szewczyka, gdzie kiedyś znajdował się dworzec autobusowy - stanęła wielka, szpetna Galeria Katowicka, czyli cpo prostu centrum handlowe. Budzi moją odrazę, niechęć i wszelkie negatywne odczucia. Mam również mieszane uczucia w związku z wyburzeniem dworca PKP oraz Supersamu. Nie chodzi o to, że wyburzono, może i zabytkowy, przedwojenny budynek hali handlowej przy ul. Piotra Skargi, ale o to, co ma stanąć w jego miejscu - kolejne centrum handlowe, oddalone od Galerii Katowickiej o ok. 500 metrów. Jeśli wspomnieć jeszcze PRL-owskie domy handlowe Skarbek i Zenit (już świecące pustkami), to owe centra mogą jedynie zlikwidować do zera handel i ogólnie jakiekolwiek życie w całym śródmieściu. I tak już jest. Obecnie przebudowa Katowic wkroczyła na Rynek i aleję Korfantego. Aż strach bierze, jak te miejsca będą wyglądały po rewitalizacji. Jeśli tak, jak na planach (a widziałam je), to kolejny chory, absurdalny pomysł włodarzy miasta. Dużo  by mówić o szkodliwych pomysłach i wciąż nie rozumiem, dlaczego nie można przywrócić klimatu przedwojenny Katowic, miasta zachwycającego na starych pocztówkach piękną architekturą, zielenią i przyjaznymi rozwiązaniami urbanistycznymi.
 
Na terenach po kopalni Katowice, nad aleją Roździeńskiego, powstaje Muzeum Śląskie
 
To te szklane domy
 
 Obok rodzi się nowa siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia z światowej klasy salą koncetrową budowaną przez Japończyków. Ponoć ma tu być najlepsza na świecie akustyka 
 
 Siedziba NOSPR jest z zewnątrz prawie gotowa. Codziennie widzę zmiany, jakie tu zachodzą, bo obok (widać nawet na zdjęciu) mam przystanek autobusowy
 
 Obok siedziby NOSPR buduje się centrum kongresowe. Będzie ogromne, co widać po wielkości znajdującego się tuż przy nim Spodka
 
 Niektóre elementy zabudowy pozostają niezmienne
 
 A na rondzie stanęła świąteczna choinka. W nocy pali się na niebiesko
 
 To już aleja Korfantego - główna arteria Katowic, która obecnie jest wielkim placem budowy. Teraz po wywiezieniu góry gruzów po wyburzeniu Urzędu Stanu Cywilnego (rzeczywiście wyjątkowego brzydactwa architektonicznego), pozostała wolna przestrzeń, ale jakby nie było brałam tu ślub
 
 Obok stał kiedyś dom handlowy Junior. Tu kupiłam łożko dla Kuby
 
 Ostało się na razie BWA, czyli centrum wystawowe. Nie wiem, jakie są dalsze plany wobec tego budynku
 
Tu kiedyś był pomnik harcerzy i duży plac
 
 A to Skarbek i plac budowy związany z przebudową rynku
 
 Tu kiedyś był rynek, ale nie myślę o ostatnich latach, bo po wojnie tu było rondo. Myślę o czasach przedwojennych, kiedy przed Teatrem Śląskim faktycznie był prawdziwy rynek z kramami
 
Obecnie przed teatrem trwa budowa... no nie wiem czego... bo raczej nie rynku
 


niedziela, 8 grudnia 2013

Kuby weekendowy wypad w Tatry / Fin de semana en los Tatras / Weekend in the Tatra Mountains

Podczas huraganu piecuchy zostały w domu, a tymczasem Kuba z kolegami wyjechał na weekend w Tatry. Jak widać na zdjęciach, w Tatrach zima pełną gębą.








czwartek, 5 grudnia 2013

Niespodziewana druga operacja Kity

Dziś Kita przeszła niespodziewaną drugą operację. Dwa dni temu okazało się, że drugi raz rozeszły się szwy po wycięciu guza. Nie było innego wyjścia, jak ponowne uśpienie kota, obcięcie brzegów rany i ponowne zszycie. Teraz Kita jest już w domku, wybudzona, leży właśnie na moich kolanach i denerwuje się, że piszę na klawiaturze, co jej trochę przeszkadza w spaniu. Przyszły też wyniki badań wyciętego dwa tygodnie temu guza - to gruczorak złośliwy, stopień złośliwości niski, stopień I. Można na ten fakt patrzeć w dwojaki sposób: że szklanka jest do połowy pusta lub że szklanka jest do połowy pełna. Ja patrzę z nadzieją i optymizmem w przyszłość. Niemniej za miesiąc jeszcze jedna operacja. Trzeba wyciąć pozostałe, ostatnie dwa gruczoły.


Zdjęcia sprzed kilkunastu minut

niedziela, 1 grudnia 2013

9 dni od operacji

Kitunia bardzo powoli wraca do sił. Trudno nazwać, że wraca do pełni zdrowia, bo to nie koniec problemów. Po Nowym Roku będzie musiała mieć jeszcze jedną operację, ale zaczęła już normalnie jeść, pić, zachowuje się bardzo grzecznie, chociaż strasznie przeszkadza w nocy - wierci się, "gada", liże mi twarz lub włosy, kładzie się na twarzy lub usiłuje ściągnąć z siebie kaftanik. 

 5 dni po operacji

 Wczorajszy, sobotni poranek z głową pod kołdrą


Tymczasem Mietka została przyłapana na spaniu w szafarni na czystych ręcznikach