niedziela, 29 grudnia 2013

Wrócił do swojego ukochanego Lwowa / Regresó a su querido Lviv / He returned to his beloved Lviv

Gdy pierwszy (i jak dotąd jedyny raz) pojawiłam się we Lwowie, od razu poczułam, co to znaczyć tęsknić całe życie za tym miastem i jak wielki ból w sercu nosi każdy lwowianin, który został wyganny ze swego rodzinnego gniazda. Czytałam wspomnienia Stanisława Lema i miałam to szczęście, że wiele razy słuchałam na żywo Wojciecha Kilara. Lwowianie do śmierci pozostali lwowianami, choć wielu z nich utraconą miłość przelało na nowe miejsca, w których pozostało im żyć. I tak było w przypadku Wojciecha Kilara, który dziś rano odszedł z tego świata. Dwa lata temu śp. Wojciech Kilar, honorowy obywatel miasta Katowic i  laureat Nagrody Arcybiskupa Metropolity Katowickiego Lux ex Silesia, powiedział: Nie ma – moim zdaniem – wspanialszego miejsca dla muzyka niż Katowice, niż Śląsk.

W 2012 roku Wojciech Kilar otrzymał doktorat honorowy Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Powiedział wtedy: To wyróżnienie jest dla mnie szczególnie cenne, otrzymuję go bowiem w mieście, w którym mieszkam, na ziemi, na której spędziłem ponad trzy czwarte swojego życia. Jest to jakby kolejne potwierdzenie mojego drugiego obywatelstwa, mojej drugiej, po Lwowie, małej ojczyzny. To wyróżnienie wydaje mi się cenniejsze także dlatego, że pozwalam sobie mniemać i sądzić, że nie jest ono przyznane mi tylko za moją pracę zawodową, ale wiąże się być może także z moim życiem – moim sposobem życia. Śląsk – pomyślałem sobie – jest jedną z „wielkich rzeczy”, jakie dał mi Pan Bóg. Wygnany z mojego miasta Lwowa trafiłem tutaj. Jestem przekonany, że byłbym innym człowiekiem, który niezbyt by mi się dzisiaj podobał, gdybym nie trafił właśnie na Śląsk. Kiedy zjawiłem się tutaj po exodusie ze Lwowa, znalazłem się w fantastycznym środowisku muzycznym, które dziś popularnie nazywa się śląską szkołą kompozytorską.

I rzeczywiście, na Śląsku odnalazł się Wojciech Kilar nie tylko w sferze muzycznej, ale także i duchowej. Tu bowiem miał to szczęście – jak sam mówi – spotkać niezwykłych księży i poznać śląski Kościół, który odegrał ogromną rolę, tak w życiu, jak i w jego przemianie. Tu także w połowie lat 50. XX wieku spotkał swoją przyszłą żonę – Barbarę Pomianowską. 

Miałam przyjemność i niezwykły zaszczyt fotografować śp. Wojciecha Kilara wielokrotnie, przy różnych okazjach. To, co najbardziej mnie uderzyło, to jego anielska cierpliwość do fotoreporterów, a także wielka skromność granicząca ze zdziwieniem, dlaczego jego osoba wzbudza tak wielkie zainteresowanie w otoczeniu. Z mojego zbioru zdjęć tego wielkiego kompozytora i muzyka wybrałam jedno. Celowo zachowałam je w wersji kolorowej, aby pokazać niezwykły kolor jego oczu, z których zawsze emanowały spokój i wielka pokora.

Urodzony 17 lipca 1932 r. we Lwowie, zmarł 29 grudnia 2013 r. w Katowicach

A moim ulubionym utworem Wojciecha Kilara był zawsze główny motyw do filmu Romana Polańskiego Dziewiąte wrota

Brak komentarzy: