sobota, 27 grudnia 2014

Boże Narodzenie 2014 / Navidad 2014 / Christmas 2014

Większość zdjęć rodzinnych na Facebooku, tu kilka wybranych zdjęć.

Kolorowe pierniczki, dzieło Arlety

 Koszerne wino z Izraela (ze Wzgórz Golan)


Pierogi z kapustą

 Masa do blinów

 Bliny

 Barszcz grzybowy z uszkami


 Ruchoma szopka w Panewnikach



 Franciszkański zwierzyniec w Panewnikach


 Klasztor franciszkanów w Panewnikach

 Największa szopka w Europie i tłumy ludzi, którzy przyszli ją podziwiać. Szopka dzieli się na trzy części. Największa to ta, widoczna na zdjęciu - za i nad ołtarzem. Oraz dwie w nawach bocznych

W szopce pojawił się już nowy papież (lewa nawa)

I elementy śląskie (prawa nawa): z lewej 90-lecie archidiecezji katowickiej i Kopalnia Wujek

Co roku szopka wygląda inaczej. Franciszkanie robią ją w ukryciu i pokazują światu dopiero podczas pasterki

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Seria niefortunnych zdarzeń

Tuż przed świętami, żeby tradycji stało się zadość (chyba każdego roku w grudniu dotyka mnie seria niefortulnnych zdarzeń awaryjno-sprzętowych), w moją kuchnię uderzyła hekatomba katastrof (niemal biblijnych). W noc wylotu Krzyśka do Izraela, w zasadzie w tym samym momencie (różnica pół dnia) rąbnęła mi bateria przy zlewozmywaku  i zepsuła się zmywarka. Zostałam odcięta od możliwości zmywania. Zawezwałam tzw. fachowca, który stwierdził, że jeśli chodzi o zmywarkę, to niestety - death. Wyzionęła ducha. Okazało się, że od jakiegoś czasu musiał poluzować się wąż doprowadzający wodę do zmywarki i spod miejsca przyłączenia bardzo nieznacznie, ale jednak, kapała woda - wprost na pompę. Pompa się zatem spaliła. Wymiana pompy, to prawie koszt nowej zmywarki, zatem nie ma sensu jej naprawiać. Ale to nie wszystko, przy wyciąganiu zmywarki (to wersja do zabudowy), okazało się, że spod baterii woda ciurczyła od dawna i blat spuchła jak bania, a nawet miejscami się totalnie rozkruszył. A zatem czeka mnie wymiana blatu. To też nie wszystko. W kwestii wymiany baterii został awaryjnie zawezwany drugi fachowiec, czyli dziadek. Razem z Kuba 8 godzin walczyli z oporem materii (czyt. zardzewiałe śruby, nietrzymające szczelności kurki, woda sikająca po ścianach, zapieczone śruby, brak odpowiednich uszczelek). Okazało się, że na pokładzie brakuje WD40, więc zapieczone śruby dziadek z Kubą rozpuszczali za pomocą sprayu do czyszczenia broni. ;-) W końcu bateria została wymieniona, choć blat trzyma się na słowo honoru. Wszystko trzeba będzie ponownie rozebrać po świętach, wymienić blat i wstawić nową zmywarkę. 

Foty z komórki, więc marne.


 Electrolux - nie kupujcie tego!




niedziela, 21 grudnia 2014

Idą święta...

Dziś zgromadziłam młodzież w chacie i dokonaliśmy zbiorowego ubrania choinki. Jest też nowy element wystroju świątecznego – prawdziwa szopka krakowska, wprost z krakowskiego rynku.







sobota, 6 grudnia 2014

Bożonarodzeniowy Jarmark na Nikiszu

Od kilku dni czekałam z niecierpliwością na weekend, podczas którego ruszył Jarmark na Nikiszu (czyli w katowickiej dzielnicy Nikiszowcu). Pojechaliśmy tradycjnie w trójkę (moja koleżanka Marysia, jej mąż Witek i ja). Nie było już tak przerażająco zimno jak kilka dni temu. Temperatura ok. 3-4 stopni na plusie. Zresztą w chwilach chłodu wspomagałam się grzańcem, grochówką, kawą, pierogami i kołoczem, oczywiście nie wszystko na raz. Bardzo fajny klimat, zapachy pieczonej na ruszcie kiełbasy pomieszane z olejkami i pachnącymi świeczkami. Móstwo ozdób choinkowych, rękodzieła, wszelakich bibelotów, ręcznie robionej biżuretii, obrazów lokalnej Grupy Janowskiej oraz wyrobów spożywczych typu wędliny, sery, chleb. Dzieciaki okupowały karuzelę wiedeńską, a z racji dzisiejszego święta - dnia św. Mikołaja - psy chodziły w mikołajowych czapkach, a po Nikiszu biegali Mikołajowie oraz diablice i rozdawali bombony (czyli cukierki po polskiemu), można też było zarobić po rzyci (czyli dostać rózgą w d***). A przy stoisku ze śląszczyzną z głośników leciały dowcipy i opowieści związane ze świętami - oczywiście po śląsku. Mówiąc krótko, górniczo-śląska tracyja w klimacie świątecznym. 


 Robienie zakupów na jarmarku musi podlegać pewnej strategii. Najpierw robimy przegląd całości dla zorientowania się, co jest fajnego. Dopiero po obejściu wszystkich straganów, robimy zakupy. Potem jest jeszcze kilka rund wzdłuż wszystkich straganów. A potem runda do najbliższego bankomatu. ;-)   

 Mnie najbardziej podobają się wyroby ceramiczne



 Restauracja na klockach słomy

 Zabawki są cudne. Każda inna. Szkoda,że nie mam już komu kupować

 Przed kolejną kultową kariarnią Nikisza

 Śląskie dania wigilijne

 A Marysia z Witkiem mają obsesję na punkcie aniołów


Witek prezentuje świeżo zakupionego anioła

 Kolejna jarmarkowa jadłodajnia. Było ich mnóstwo

 Anioły w górniczych ubrankach


 Świeżutki pachnący chleb. Oczywiście kupiłam

 Stoisko ze śląszczyzną

 Najbardziej lubię kopalnioki. Są czarne jak węgiel i smakują jak... hmm... jak kopalnioki. ;-) No naprawdę nie wiem, do czego to podobne. 

 Szkloki też są dobre


 Nikisz to już produkt eksportowy Katowic :-)



 Główny plac/rynek Nikisza

 Marysia zakupiła kolejne kolczyki. Ja też kupiłam

 Grochówka harcerska. Dopiero po przyjeździe do domu dowiedziałam sie, że przygotowała ją drużyna wodniaków z Szopienic, z którą w czasach licealnych pływałam i byłam bardzo zaprzyjaźniona. Dziś oczywiście to już inne pokolenie


 
Kultowa knajpa na Nikiszu Cafe Byfyj (dla nieznających śląskiego, byfyj oznacza kredens) 

Obowiązkowo do kawy śląski kołocz









Mimo nocy po Nikiszu wciąż krążą tłumy katowiczan