niedziela, 2 lutego 2014

Smutny początek roku

Trochę ostatnio oddaliłam się od mojego bloga... jakoś od przełomu roku wciąż coś się wali. Wpierw śmierć Wojciecha Kilara, która – siłą rzeczy – związana była z przeprowadzeniem przeze mnie paru wywiadów, musiałam napisać sześć artykułów jemu poświęconych i dziś czuję się jakbym go znała całe życie. W tym celu czytałam wywiady innych, oglądałam filmy, słuchałam archiwalnych wypowiedzi Kilara... Próbowałam zrozumieć, kim tak naprawdę był, jak to, co robił wpływało na jego życie, ale takie prywatne, za drzmiami domu, nie publiczne. Szczególnie dużo do myślenia dała mi rozmowa z arcybiskupem seniorem Damianem Zimoniem, który w 1995 roku obdarował go swoją własną nagrodą  Lux ex Silesia. Zupełnie inaczej spojrzałam na życie Kilara, tak bardzo przepojone wiarą. Dziś czuję się bardzo, ale to bardzo zmęczona tym tematem, ale na pewno bogatsza. Z drugiej strony, nie pierwszy raz uświadamiam sobie, że ciągle i ciągle poznajemy ludzi po ich śmierci. 

Na kanwie historii Kilarowych w miniony piątek uczestniczyłam w przepięknym koncercie z okazji jubileuszu 70. urodzin i 50. pracy twórczej Antoniego Wita. Koncert z udziałem filharmoników śląskich odbył się we wspaniałej scenerii sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Dawno nie widziałam takich tłumów. Nie było ani jednego wolnego miejsca, a nawet dostawiano krzesła, ludzie siedzieli też na schodach. Dla mnie absolutnym arcydziełem wieczoru był Angelus Wojciecha Kilara. Poniżej kilka zdjęć, niemoich, nie wolno było robić zdjęć. Początkowo myślałam, że będę przeprowadzać wywiad z Antonim Witem, ale ostatecznie okazało się, że zrobi go ktoś inny, więc nie występowałam o pozwolenie i mogłam całkowicie oddać się kontemplacji muzyki.

W minionym tygodniu umarła moja koleżanka dziennikarka, była szefowa. Znałam ją, gdy choroba ją dopadła. Pamiętam telefon, jaki do mnie wykonała i jej słowa, że ma raka. Jakoś się z tego wtedy wygrzebała. Po ośmiu latach choroba wróciła z siłą tsunami. Nie było czasu na pożeganie. W sobotę byłam na jej pogrzebie. Wspominam o tym, bo była osobą, która wciąż planowała swoje życie. Ja ciągle nie panuję nad moim, nie ukrywam, że nie podoba mi się to, ale tak po prostu jest. I zastanawiam się, czy może lepiej jest żyć bez planu. Kilka dni temu dowiedziałam się też o śmierci biskupa Tadeusza Szurmana z diecezji ewangelicko-augsburskiej w Katowicach. Znałam go i lubiłam, całkiem niedawno robiłam mu zdjęcia... Wiedziałam, że chorował, ale mimo to jego śmierć była szokującym zaskoczeniem. Reasumując, styczeń przebiegał pod znakiem pogrzebów i był dla mnie miesiącem wielu przemyśleń.







1 komentarz:

Mażena pisze...

Niby taka kolej rzeczy, a jednak trudno się pogodzić. To smutne i tragiczne..