piątek, 14 marca 2014

Intel Extreme Masters 2014

Czyli finały Mistrzostw Świata w Grach Komputerowych. Już po raz drugi odbyły się w Katowicach. W zeszłym roku nie miałam okazji tam być, ale w tym roku udało się dostać akredytację. Muszę powiedzieć, że nigdy w życiu nie przeżyłam czegoś podobnego! To szok! Miałam wrażenie, że trafiłam na inną planetę. Po pierwsze uświadomiłam sobie, że jestem już innym pokoleniem, bo wciąż nie potrafię pojąć, jak jakaś durna gra komputerowa może zgromadzić w katowickim "Spodku" ponad 10 tys ludzi (a przed "Spodkiem" na wejście czekało drugie tyle, plus ze 2 tys. ludzi na antresoli wokół areny)! To absoltnie niesamowite, w życiu nie widziałam tyle ludzi w "Spodku", nawet na koncercie największych gwiazd rockowych w latach 80. XX wieku. Dziki tłum dzieciaków (średnia wieku 2124 lata) wgapionych w ogromne telebimy nad sceną i śledzących ludzików walących sie po łbach świetlnymi mieczami, a w momencie zabicia wyjątkowo wrednego bohatera, "Spodek" przeszywała rozdzierająca błony bębenkowe fala uderzeniowa od wrzasku aprobaty wydobywającego się z tysięcy gardeł oraz oklaski, jak po skoku Małysza w jego najlepszych latach. Jedyne słowo, jakie przychodzi mi na myśl to szok. Czułam się jak na jakiś igrzyskach w innej galaktyce, szczególnie, że wokół krążyły dziwne potwory, czyli osobniki poprzebierane za postaci z gier. Szokiem jest dla mnie również to, że te szczawie grające na scenie w finałach mistrzostw świata, uczyniły ze ślęczenia nad komputerem zawód. W wieku 20 lat zarabiają kilkadziesiąt tysięcy dolarów, a wygrana w "Spodku" to 250 tys. dolarów!!! To nie jest już relaks po szkole, to sposób na życie, za którym stoi ogromny przemysł komputerowy i ogromne pieniądze. Zarówno dla tych po jednej, jak i drugiej stronie komputera. Bo biznes tworzenia gier komputerowych rozwija się w niesamowitym tempie. I myślę, że to nie koniec, choć trudno mi dziś wyobrazić sobie, co jeszcze można nam zafundować. Przedzierając sie przez tłum dzieciaków wlepiających gały w telebimy, zastanawiałam się tylko, czy oni kiedyś widzieli zachód słońca nad jeziorem, czy wiedzą jak pachnie łąka, czy znają przyjemność z czytania dobrej książki....? Bo dziś, obserwując ich, miałam wrażenie, że to jakiś inny gatunek ludzi. Nie mówię, że gorszy od mojego pokolenia, ale z pewnością inny. 


 Kolejka przed wejściem do "Spodka"


 A w środku na widowni już 10 tys. ludzi!



 Na scenie najlepsi z najlepszych na całym świecie

 Turniej League of Legends







 A tymczasem w kuluarach toczy się drugie życie

 Symulator Porsche 












 I wracamy znowu na scenę. Zaczyna się nowy turniej, tym razem StarCraft II


 Puchar, który zostanie wręczony mistrzowi świata


 








Więcej na temat Intel Extrem Masters 2014 na stronie: www.intelextrememasters.com

3 komentarze:

Kuba pisze...

To jest mój gatunek człowieka, a teraz zapytaj mnie czy widziałem zachód słońca nad jeziorem i czy znam zapach książki. : )

Jerry pisze...

U nas Iza jest mistrzem w grach komputerowych. Wie o nich doslownie wszystko i gra z innymi z calego swiata.
Mnie natomiast dziwi fenomen, jak mi sie wydaje "prymitywnej" gry "Flappy bird" i milionow jakie zarobil jego wietnamski tworca. Gra przypomina pierwsze na rynku gry typu Rainman itp. Nowa wersja ma prawdopodobnie wejsc na rynek.

Wojtek pisze...

Językiem tego pokolenia można by powiedzieć "masakra". Ale każde pokolenie miało swoje zjadacze czasu, swój nierealny świat nie mający wpływu na bieg spraw. Nasze pokolenie miało telewizję. Może nie w PRL (bo u nas były dwa kanały), ale na Zachodzie młodzież spędzała przed tv tyle czasu ile teraz przed PC. Jeszcze wcześniejsze pokolenia miały książki, które też nie były zdrowe ;-) Czytano przy świecach rujnując budżety domowe oraz oczy. Nawet ja czytałem kiedyś przy latarce pod kołdrą, kiedy rodzice już kazali iść spać, a lektura była nie do oderwania się. Pamiętam też że za długie czytanie można było oberwać. Tak dostało się Piotrkowi W. gdy wieczorem wspólnie czytaliśmy (ja dwadzieścia tysięcy mil podwodnej żeglugi) i nie chcieliśmy kończyć przed nocą.