sobota, 24 maja 2014

Elisabeth Åsbrink laureatką Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego

23 maja szwedzka pisarka i dziennikarka Elisabeth Åsbrink otrzymała nagrodę dla najlepszego reportażu 2013 roku za książkę W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa. Nagrodę dla tłumacza otrzymała autorka przekładu Irena Kowadło-Przedmojska. 

W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa to opowieść o Otto Ullmanie, żydowskim chłopcu z Wiednia, który podczas okupacji dostał się do Szwecji, wysłany tam przez chcących ratować syna rodziców. Wyjazd załatwili z ogromnym trudem. Skorzystali z pomocy szwedzkiej misji ewangelickiej działającej wśród wiedeńskich Żydów, ale aby wysłać syna do Szwecji, Ullmanowie musieli go ochrzcić. Po przybyciu na miejsce dzieci zostały zapędzone do ciężkiej pracy, poza uratowaniem życia nikt nie zamierzał im w niczym pomagać. Otto spotkał w Szwecji obojętnych, nieczułych ludzi, ale także zyskał przyjaciół. Jednym z nich był jego rówieśnik Ingvar Kamprad  przyszły twórca IKEA, a wtedy członek szwedzkiej organizacji nazistowskiej. Po wojnie Kamprad nadal utrzymywał kontakty z nazistami i bardzo prawdopodobne, że ich wspierał. Potem przez długie lata ukrywał ten fakt. Był nazistą z przekonania, ale nie przeszkadzało mu to w przyjaźni z Ottonem  Żydem, cudem uratowanym z rąk jego idoli. Książka Åsbrink opiera się m.in. na zachowanych listach, które rodzice słali do syna w Szwecji. Jest również przyczynkiem do dyskusji na temat sytuacji emigrantów i polityki wobec uchodźców.


Więcej o tegorocznej Nagrodzie im. Ryszarda Kapuścińskiego

niedziela, 18 maja 2014

Kita po kolejnej operacji

Wczoraj Kita przeszła kolejną, wielokrotnie przesuwaną, operację. Tak naprawdę operacja była pierwotnie zaplanowana na koniec stycznia. Niestety, niespodziewane historie zdrowotne Kity (plucie krwią, krew w stolcu), uniemożliwiły przeprowadzenie wcześniejszego zabiegu. Po pierwsze, myśleliśmy, że ma przerzut do płuc. Po prześwietleniu płuc i USG jamy brzusznej okazało się, że Kita to okaz zdrowia, ale wciąż pluła krwią. W tzw. międzyczasie miała przerzut guza na jeden z niewyciętych gruczołów. Guz bardzo szybko rósł i istniała konieczność jak najszybszego jego usunięcia. W końcu ustały krwawienia (Kita dostawała zastrzyki przeciwkrwotoczne i antybiotyk). Dopiero wczoraj, podczas operacji usunięcia guza, okazało się, że... Kita złamała zęba trzonowego. Trzeba było usunąć korzeń, poprosiłam też o usunięcie kamienia nazębnego. Zresztą podejrzewałam jakąś kwestię zebową po wyeliminowaniu wszystkich innym podejrzeń. W zasadzie teraz Kita wychodzi na prostą, chociaż wciąż nie wiemy, dlaczego od czasu do czasu pojawia się krew w stolcu. Lekarz twierdzi, że ma hemoroidy. Na wszelki wypadek odstawiłam mleko, które Kita uwielbia i wciąż o nie prosi. Podejrzewałam, że włączyła jej się nietolerancja laktozy. Z drugiej strony jest też dobra wiadomość, dzięki sterylizacji ustały ataki padaczkowe. Od pięciu miesięcy miała jeden, a do tego bardzo słaby, podczas gdy wcześniej były co 3-4 tygodnie i dość intenstywne. Wczorajszą operację Kita jednak przeszła ciężko. Bardzo długo nie mogła się wybudzić, to jednak jest już stary kot (ma 13 lat) i częste operacje i te wszystkie historie zdrowotne chyba ją mocno osłabiły. To jej czwarty zabieg w pełnym znieczuleniue w ciągu pół roku. Dziś już Kita jest wesoła i rozbrykana, chociaż przeszkadza jej strasznie kubraczek pooperacyjny i wenflon w łapce. 


 Kita wczoraj po odzyskaniu świadomości, bardzo oszołomiona. Nie reagowała na swoje imię

Chwiejnym krokiem obeszła kilkakrotnie mieszkanie, obijając się od mebli 

 A to już dziś rano, po spokojnej nocy i wieczorno-nocnym (bo dopiero wtedy odzyskała apetyt) posiłku

sobota, 17 maja 2014

Pierwszy ogólnopolski zlot fanów Harukiego Murakamiego

Podczas zaczynających się w nadchodzącym tygodniu Warszawskich Targów Książki odbędzie się niecodzienne wydarzenie, a mianowice pierwszy ogólnopolski zlot fanów Harukiego Murakamiego. Targi zaczynają sie już 22 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie, ale spotkanie fanów 24 maja (sobota). Organizatorzy tego wydarzenia, a także polski wydawca książek tego japońskiego pisarza Muza SA zapewniają dużo atrakcji. Będziecie możliwość zadania pytania Annie Zielińskiej-Elliott, polskiej tłumaczce, do tego gra, w której będzie można wygrać japońskie gadżety. Pierwszych 100 osób otrzyma również niespodzianki związane z najnowszą książką Murakamiego Słuchaj pieśni wiatru / Flipper roku 1973.

A oto szczegółowy program zlotu:
14:00 - odbiór niespodzianek dla fanów i rozpoczęcie gry terenowej na Targach Książki (Stoisko Wydawnictwa MUZA SA - 31/D3)

15:45 zakończenie gry terenowej na Targach Książki

16:00 połączenie na żywo z Anną Zielińską-Elliott. Rozmowę poprowadzi Piotr Kofta, krytyk literacki i recenzent tygodnika "Wprost" (Sala Paryż "C")

17:30 ogłoszenie zwycięzców gry terenowej na Targach Książki (Sala Paryż "C")

Pierwszych 100 osób, które prześlą swoje zgłoszenia na adres murakami.zlot@gmail.com, otrzyma za darmo:
- wejściówkę na Warszawskie Targi Książki
- pudełko z niespodziankami, w tym:
* specjalną przypinkę
* torbę na książki z Murakamim
* książkę "Haruki Murakami i muzyka słów" Jaya Rubina

Wejściówki można odbierać tylko osobiście do wtorku w biurze Business&Culture przy Smulikowskiego 4/120 w Warszawie w godzinach 9:00-18:00. W sprawie odbioru wejściówek możecie dzwonić pod numer: 793 919 129.



Byłam jedną z pierwszych, która załapała się do owych stu szczęśliwców. Niestety, mój wyjazd do Warszawy w tym czasie leży raczej w kręgu mglistych marzeń. Nie sądzę, abym dała radę. Szkoda. :-(

niedziela, 11 maja 2014

Kryminał spod znaku północnego wiatru

Od pewnego czasu, mniej więcej od minionego lata i jesieni, zaczytuję sie w skandynawskich kryminałach. Odkryłam je przez przypadek. Oczywiście pierwszymi książkami była omawiana kiedyś przeze mnie trylogia Millenium Stiega Larssona. Zwróciłam już wtedy uwagę na pewien styl tej powieści: spory nacisk na sprawy społeczne, motywy antynazistowskie, kwestie rasizmu, wątki związane z tematyką homoseksualną i przemocą wobec kobiet. I rzeczywiście, gdy sięgnęłam po inne powieści autorów ze Skandynawii (plus Islandii, bo sama nie wiem, czy można ją zaliczyć do tej grupy państw, ale ja ją zaliczam). Kolejnym moim krokiem były seriale oparte na seriach książek Henninga Mankella (z głównym bohaterem, Kurtem Wallanderem, policjantem z Ystad) i Camilli Lackberg, których akcja toczy się w miałym rybackim miasteczku o wdzięcznej nazwie Fjallbacka. Mała społeczność, wokoło dzika przyroda, piękne krajobrazy, a w ludzkich sercach dużo zła, kompleksów, rodzinnych tajemnic, które niewyjaśnione przez lata narastają i narastają, aż w końcu doprowadzają do tragedii. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, co powoduje, że skandynawskie kryminały są takie popularne. Zauważyłam kilka cech łączących niemal wszystkie przeczytane przeze mnie książki. Są to mroczne opowieści, dotykające niezwykle trudnych, drażliwych tematów (czyli to, co wymieniłam wcześniej), główny bohater policjant/detektyw to osoba bardzo różniąca się od przystojnego agenta  007, czyli nieskazitelnego przystojniaka bez skazy, dżentelmena w każdym calu, świetnie ubranego, wysportowanego, znającego tajniki sztuk walk Wschodu oraz wszystkie typ win. Detektyw/policjant ze skandynawskich kryminałów to człowiek z potrzaskanym życiorysem, problemami rodzinnnymi, często alkoholik lub narkoman lub posiadający żonę albo dzieci z problemami. Nie jest to smukły przystojniak, lecz często osoba ze skłonnościami do tycia, bliznami i różnymi oznakami choroby alkoholowej, do tego kiepsko ubierający się i zadłużony. Czyli jest to zwykły człowiek, taki jak przeciętny czytelnik. Akcja powieści toczy się w mglistym krajobrazie skalistych fiordów, porośniętych wrzosowiskami wysp lub w betonowej pustce północnych miast. Padający śnieg, mroźny wiatr, długie noce  to klimat skandynawskich powieści. To tyle ogólników, a teraz lista moich ulubionych powieści, które polecam.  

1)
Wpierw sięgnęłam po książkę norweskiego pisarza Jo Nesbø, bo kilkakrotnie widziałam w autobusie osoby czytające jego powieści. Pomyślałam, że to znak. Przeczytałam na razie dwie i podobały mi się, choć nie zwaliły z nóg. Może dlatego, że ich akcja nie toczy się w Skandynawii. Myślę, że to dobre, ciekawe kryminały, ale potem przeczytałam inne, o wiele ciekawsze.



2)
Szczególnie zauroczył mnie Arnaldur Indridason, pisarz z Islandii i tam też toczy się akcja jego kryminałów. Jak dotąd przeczytałam cztery powieści Indridasona: W bagnie, Głos, Jezioro i Zimny wiatr. Niestety, wciąż nie przetłumaczono na język polski większości kryminałów tego autora. Ostatnia przetłumaczona książka pochodzi z 2005 roku, a od tego czasu Arnaldur Indridason napisał już sześć książek, nie mówiąc o pierwszych dwóch, których – nie wiadomo dlaczego – jeszcze nie wydano w Polsce. Te, które przeczytałam, oczywiście toczą się w mrocznym i zimnym klimacie Islandii. Głównym bohaterem jest policjant z Reykjawiku, który sam mam bardzo mocno poplątane problemy życiowej. Książki świetnie oddają klimat wyspy, ale także sporo można dowiedzieć się o życiu Islandczyków, kwestiach społecznych i historii kraju.

3)
Kolejną połkniętą przeze mnie serią są powieści Johana Theorina. To szwedzki pisarz, który jest autorem paru cykli, ale ja na razie przeczytałam trzy książki: Zmierzch, Nocna zamieć i Smuga krwi. Ich akcja toczy się na bałtyckiej wyspie Olandii. Muszę przyznać, że wątek kryminalny jest tu raczej drugoplanowy i jest bardziej przyczynkiem do opowieści o pięknej wyspie porośnietej alwaretem, w krajobrazie której dominują rozległe przestrzenie, urwiste wybrzeża, wiatraki i wielkie kamienie narzutowe. Po sezonie, gdy turyści wracają do swoich domów w dużych miastach, wiatr hula w niskich krzewach, a ludzie przy kominkach opowiadają sobie historie o trollach, elfach i innych stworach ze skandynawskich legend i mitów. Niestety, w ten magiczny krajobraz też wkrada się zło, które czasami ma korzenie w kontrowersyjnej historii Szwecji z czasów drugiej wojny światowej. Dla mnie bardzo duże znaczenie ma świetny warsztat literacki tego pisarza oraz opowieści przybliżające historię, kulturę i wierzenia ludności Olandii.

Tak na marginesie, okładki tych książek raczej zniechęcają niż zachęcają do przeczytania, ale – jak mówi przysłowie – nie należy oceniać książki po okładce.

4) 
Bardzo dobrym i wciągającym kryminałem jest Hipnotyzer Larsa Keplera. Tak naprawdę to nie nazwisko pisarza, a pseudonim, pod którym kryje się para szwedzkich pisarzy – Alexander Ahndoril i Alexandra Coelho Ahndoril. Na razie przeczytałam tylko jedną ich książkę, ale wiem, że napisali jeszcze dwie i zamierzam w miarę możliwości je przeczytać. Dużym plusem jest wartka akcja, wiele zaskakujących zwrotów i do końca trzyma w napięciu. Na podstawie tej książki nakręcono film, który był nawet rok temu szwedzkim kandydatem do Oscara. Niestety, mnie film nie zachwycił. Ale to już tak ze mną jest, rzadko kiedy ekranizacja książki przypada mi do gustu. 


5) 
Przez przypadek wpadła mi w ręce książka Håkana Nessera Karambol. Bardzo mile mnie zaskoczyła, zaczyna się dość nietypowo, jak na kryminał, bo od razu dowiadujemy się "kto zabił". Ale nic bardziej mylącego, bo tak naparawdę, to nie mordercy poszukujemy przez całą powieść. Warto przeczytać, zaskakuje na każdym kroku. Ten szwedzki pisarz napisał bardzo dużo kryminałów, ja na razie przeczytałam ten jeden, ale zasadzam się na inne. 



W kolejce czeka jeszcze na mnie kilka książek, między innymi: Karin Fossum Nie oglądaj się, Marklund Liza Rewanż i Sjöwall Maj & Wahlöö Per Człowiek z Säffle. W swych poszukiwaniach tytułów interesujących kryminałów skandynawskich kieruję się dwoma stronami internetowymi. Po pierwsze, to lista 21 najciekawszych powieści kryminalnych pisarzy ze Skandynawii opracowana przez Wirtualną Polskę: Nie tylko Stieg Larsson i Henning Mankell. Po drugie, to blog Czytamy literaturę skandynawską. Zachęcam do własnych poszukiwań i odryć.

poniedziałek, 5 maja 2014

Białoruś+Litwa pod znakiem zapytania

Od pewnego czasu opracowujemy plany wakacyjne. Krzysiek wymyślił Litwę, ja do kompletu dorzuciłam pomysł z Białorusią. Jak na razie zbieranie materiałów dotyczących formalnego załatwienia wjazdu na Białoruś, doprowadza mnie do białej gorączki. Strona interentowa Ambasady Białorusi w Polsce to zbiór pogmatwanych i nielogicznie poukładanych informacji. Stosy przepisów, głównie informujących, czego nie wolno. Niczego nie można się dowiedzieć. Niby oficjalnym hasłem ambasady jest, że Białoruś to niesamowita przygoda i tu chyba należy się zgodzić, ale dodam – survivalowa przygoda. Na stronie powieszono długaśne teksty, które spisane są chyba językiem undu, bo nic nie idzie zrozumieć. Setki słów, które o niczym nie informują, albo błędnie odsyłają do stron, które nie istnieją. Jeden wielki bełkot. Po kilku dniach przebijania się przez strony ambasady, doszłam do wniosku, że najwartościowsze informacje przekazują biura podróży i tzw. firmy oferujące pośrednictwo wizowe. No i tu kolejna góra, która ma zniechęcić ewentualnego turystę.

Po pierwsze, wiza. Sam koszt to pikuś, w porównaniu z całym stosem formalności typu: żeby załatwić wizę, trzeba przyjechać 2 razy (nawet przy wizie ekspresowej). Koszt wizy tranzytowej to 10 euro od osoby, ale tylko na 2 dni. To za mało. Koszt wizy jednokrotnej do 30 dni to koszt 25 euro. Po drugie, trzeba załatwić sobie zaproszenie. Ale trzeba podać dokładne dane osoby, która zaprasza, łącznie z ksero jej paszportu. Rygorystycznie wymagane jest zamieszkanie w miejscu podanym we wniosku wizowym... turystyka spontaniczna zatem wykluczona. :-( Gdzieś przeczytałam, że istnieje coś takiego jak wiza turystyczna do 10 dni, ale jeszcze nie rozgryzłam, ile kosztuje, a ponadto można ją załatwić na podstawie vouchera (potwierdzonego przez stronę białoruską i na podstawie opłaconej rezerwacji hotelu). Problem polega na tym, że zamierzamy spać w polskim klasztorze, nie w hotelu. To nie wszystko. Należy jeszcze dokonać opłaty za ubezpieczenie. Jak się domyślacie, nasze polskie ubezpieczalnie się nie liczą - musi być białoruska. Ponadto we wniosku wizowym trzeba dokładnie podać datę wjazdu na Białoruś i datę wyjazdu. To cholernie irytujące, bo dziś nie jestem w stanie tego podać, za miesiąc pewnie też. Ze względu na mnóstwo okoliczności życiowych pewnie jako tako pewną datę wyjazdu będę znać na tydzień przed wyjazdem. A czas załatwienia wszystkich formalności szacowany jest na ok. miesiąc, więc trzeba odpowiednio wcześnie się za to zabrać. Myślicie, że to koniec? Nie, we wniosku wizowym trzeba podać dokładną trasę podróży... 

Są oczywiście owe firmy zajmujące się pośrednictwem, które za drobne 75-80 zł od łeba mogą załatwić większość durnych formalności, ale nie wiem, czy wszystkie. Z drugiej strony, koszt przejazdu do Warszawy i z powrotem znacznie przewyższa koszt prowizji, no i oszczędzamy czas, więc warte zastanowienia jest skorzystanie z takiego biura. Przy tych wszystkich cyrkach, przejazd potem na Litwę, to mały pryszcz. Naprawdę bardzo się zastanawiam nad sensem tego wyjazdu. Szlag nie trafia i nie wykluczam, że zrezygnuję, bo prawda jest taka, że już parę razy miałam ochotę zrezygnować.

piątek, 2 maja 2014

Kocia wiosna / Primavera y las gatas / Spring and cats

Słoneczne i ciepłe dni kociska spędzają na balkonie. Kita, po serii operacji i wielu problemach zdrowotnych, nie wychodziła na balkon od października. Teraz z ciekawością wącha doniczki z kwiatkami i wdycha zapachy wiosny. Niestety, wciąż jeszcze jedna operacją przed nią, ale ze względu na stan zdrowia była już przesuwana kilkakrotnie. Teraz wyglada na to, że wreszcie będzie mogło do niej dojść. Mietka najchętniej śpi na gumowej podkładce pod pralkę (żeby nie skakała podczas wirowania), która mnie wkurzyła i wywaliłam ją na balkon.