poniedziałek, 5 maja 2014

Białoruś+Litwa pod znakiem zapytania

Od pewnego czasu opracowujemy plany wakacyjne. Krzysiek wymyślił Litwę, ja do kompletu dorzuciłam pomysł z Białorusią. Jak na razie zbieranie materiałów dotyczących formalnego załatwienia wjazdu na Białoruś, doprowadza mnie do białej gorączki. Strona interentowa Ambasady Białorusi w Polsce to zbiór pogmatwanych i nielogicznie poukładanych informacji. Stosy przepisów, głównie informujących, czego nie wolno. Niczego nie można się dowiedzieć. Niby oficjalnym hasłem ambasady jest, że Białoruś to niesamowita przygoda i tu chyba należy się zgodzić, ale dodam – survivalowa przygoda. Na stronie powieszono długaśne teksty, które spisane są chyba językiem undu, bo nic nie idzie zrozumieć. Setki słów, które o niczym nie informują, albo błędnie odsyłają do stron, które nie istnieją. Jeden wielki bełkot. Po kilku dniach przebijania się przez strony ambasady, doszłam do wniosku, że najwartościowsze informacje przekazują biura podróży i tzw. firmy oferujące pośrednictwo wizowe. No i tu kolejna góra, która ma zniechęcić ewentualnego turystę.

Po pierwsze, wiza. Sam koszt to pikuś, w porównaniu z całym stosem formalności typu: żeby załatwić wizę, trzeba przyjechać 2 razy (nawet przy wizie ekspresowej). Koszt wizy tranzytowej to 10 euro od osoby, ale tylko na 2 dni. To za mało. Koszt wizy jednokrotnej do 30 dni to koszt 25 euro. Po drugie, trzeba załatwić sobie zaproszenie. Ale trzeba podać dokładne dane osoby, która zaprasza, łącznie z ksero jej paszportu. Rygorystycznie wymagane jest zamieszkanie w miejscu podanym we wniosku wizowym... turystyka spontaniczna zatem wykluczona. :-( Gdzieś przeczytałam, że istnieje coś takiego jak wiza turystyczna do 10 dni, ale jeszcze nie rozgryzłam, ile kosztuje, a ponadto można ją załatwić na podstawie vouchera (potwierdzonego przez stronę białoruską i na podstawie opłaconej rezerwacji hotelu). Problem polega na tym, że zamierzamy spać w polskim klasztorze, nie w hotelu. To nie wszystko. Należy jeszcze dokonać opłaty za ubezpieczenie. Jak się domyślacie, nasze polskie ubezpieczalnie się nie liczą - musi być białoruska. Ponadto we wniosku wizowym trzeba dokładnie podać datę wjazdu na Białoruś i datę wyjazdu. To cholernie irytujące, bo dziś nie jestem w stanie tego podać, za miesiąc pewnie też. Ze względu na mnóstwo okoliczności życiowych pewnie jako tako pewną datę wyjazdu będę znać na tydzień przed wyjazdem. A czas załatwienia wszystkich formalności szacowany jest na ok. miesiąc, więc trzeba odpowiednio wcześnie się za to zabrać. Myślicie, że to koniec? Nie, we wniosku wizowym trzeba podać dokładną trasę podróży... 

Są oczywiście owe firmy zajmujące się pośrednictwem, które za drobne 75-80 zł od łeba mogą załatwić większość durnych formalności, ale nie wiem, czy wszystkie. Z drugiej strony, koszt przejazdu do Warszawy i z powrotem znacznie przewyższa koszt prowizji, no i oszczędzamy czas, więc warte zastanowienia jest skorzystanie z takiego biura. Przy tych wszystkich cyrkach, przejazd potem na Litwę, to mały pryszcz. Naprawdę bardzo się zastanawiam nad sensem tego wyjazdu. Szlag nie trafia i nie wykluczam, że zrezygnuję, bo prawda jest taka, że już parę razy miałam ochotę zrezygnować.

5 komentarzy:

Wojtek pisze...

To się raczej zastanów. Zważywszy na to co się stało z Krymem po Waszej wizycie, lepiej żebyśmy nie mieli rosyjskiej interwencji aż tak blisko naszych granic.

recoleta pisze...

Mam nadzieję, że to nie my zasialiśmy ziarno niezgody na Ukrainie. ;-)

Krystyna pisze...

Odpuść sobie tę Białoruś. Będziesz miała więcej czasu na Litwę. A tam jest co zwiedzać.

Krystyna pisze...

Zobacz to https://plus.google.com/113641059960535580888/photos?gl=pl&hl=pl

Noclegi Naplus pisze...

Litwa jest znacznie atrakcyjniejsza dla polaków niż Białorus wiec postaw na Litwę.