niedziela, 18 maja 2014

Kita po kolejnej operacji

Wczoraj Kita przeszła kolejną, wielokrotnie przesuwaną, operację. Tak naprawdę operacja była pierwotnie zaplanowana na koniec stycznia. Niestety, niespodziewane historie zdrowotne Kity (plucie krwią, krew w stolcu), uniemożliwiły przeprowadzenie wcześniejszego zabiegu. Po pierwsze, myśleliśmy, że ma przerzut do płuc. Po prześwietleniu płuc i USG jamy brzusznej okazało się, że Kita to okaz zdrowia, ale wciąż pluła krwią. W tzw. międzyczasie miała przerzut guza na jeden z niewyciętych gruczołów. Guz bardzo szybko rósł i istniała konieczność jak najszybszego jego usunięcia. W końcu ustały krwawienia (Kita dostawała zastrzyki przeciwkrwotoczne i antybiotyk). Dopiero wczoraj, podczas operacji usunięcia guza, okazało się, że... Kita złamała zęba trzonowego. Trzeba było usunąć korzeń, poprosiłam też o usunięcie kamienia nazębnego. Zresztą podejrzewałam jakąś kwestię zebową po wyeliminowaniu wszystkich innym podejrzeń. W zasadzie teraz Kita wychodzi na prostą, chociaż wciąż nie wiemy, dlaczego od czasu do czasu pojawia się krew w stolcu. Lekarz twierdzi, że ma hemoroidy. Na wszelki wypadek odstawiłam mleko, które Kita uwielbia i wciąż o nie prosi. Podejrzewałam, że włączyła jej się nietolerancja laktozy. Z drugiej strony jest też dobra wiadomość, dzięki sterylizacji ustały ataki padaczkowe. Od pięciu miesięcy miała jeden, a do tego bardzo słaby, podczas gdy wcześniej były co 3-4 tygodnie i dość intenstywne. Wczorajszą operację Kita jednak przeszła ciężko. Bardzo długo nie mogła się wybudzić, to jednak jest już stary kot (ma 13 lat) i częste operacje i te wszystkie historie zdrowotne chyba ją mocno osłabiły. To jej czwarty zabieg w pełnym znieczuleniue w ciągu pół roku. Dziś już Kita jest wesoła i rozbrykana, chociaż przeszkadza jej strasznie kubraczek pooperacyjny i wenflon w łapce. 


 Kita wczoraj po odzyskaniu świadomości, bardzo oszołomiona. Nie reagowała na swoje imię

Chwiejnym krokiem obeszła kilkakrotnie mieszkanie, obijając się od mebli 

 A to już dziś rano, po spokojnej nocy i wieczorno-nocnym (bo dopiero wtedy odzyskała apetyt) posiłku

1 komentarz:

Histeryczna pisze...

Biedny kociak. Mam nadzieję, że szybko odzyska siły i będzie chociaż w miarę w porządku. Musi ci być bardzo smutno, patrzeć, jak kochany zwierzaczek się męczy.