niedziela, 22 czerwca 2014

"Skrzypek na dachu" w krakowskiej gazowni

Noc Kupały, Wianki czy mówiąc po prostu - najkrótszą noc w roku spędzilismy po galicyjsku i w Galicji. W sensie dosłownym i w przenośni. Zamiast brać udział w pogańskich obrzędach (skądinąd urokliwych), postawiliśmy na kulturę. Krzyśkowi udało się załatwić bilety na premierę słynnego musicalu Skrzypka na dachu, który został wystawiony przez Orkiestrę, Chór i Balet Opery Krakowskiej w niecodziennej scenerii dawnej gazowni na krakowskim Kazimierzu. Nie tylko udało się załatwić bilety, nie tylko na premierę, ale również w sektorze dla VIP-ów - siedzieliśmy tuż za reżyserem spektaklu Emilem Wesołowskim, dzięki czemu pewnie załapaliśmy się na kilka oficjalnych fotografii. Teraz kilka nazwisk: Marcin Nałęcz-Niesiołowski (dyrygent), Bogusław Nowak (inscenizacja), Ryszard Meliwa (scenografia i kostiumy), a w roli odtwórców znany nam z występów na Śląsku - Adam Sobierajski czy Iwona Socha. W roli Tewje, mleczarza - Przemysław Rezner. Spektakl był niezwykły pod każdym względem, z jednej strony niesamowita sceneria, z drugiej ogłuszający (i czasami przeszkadzający) huk ogni sztucznych dobiegający znad Wisły, gdzie odbywały się słynne Wianki. I jedyne co tak naprawdę mocno uwierało, to nieprzychylność aury. Spektakl odbył się pod gołym niebiem, a zatem widzowie narażeni byli na zimno i padający deszcz. Na szczęście ten ostatni był krótki i niezbyt intensywny. Organizatorzy jednak byli na to przygotowani i błyskawicznie rozdano publiczności peleryny przeciwdeszczowe. Peleryny zresztą nieświadomie stały się  bardzo ciekawym elementem spektaklu, a nawet bardzo humorystycznym, gdyż były białe i cała publiczność wyglądała jak zjazd Ku Klux Klan. Mówiąc szczerze, dusiłam się ze śmiechu. Siedzieliśmy w drugim rzędzie i gdy odwróciłam się do tyłu, to ogarnął mnie dziki śmiech. Zresztą nie tylko ja byłam rozbawiona, w pewnym momencie ludzie zamiast patrzeć na scenę, zaczęli robić sobie zdjęcia telefonami. Przedstawienie trwało dość długo, bo 3 godziny i gdy zaszło słońce zrobiło się nieznośnie zimno, a do tego zawiewał wiatr. I mimo iż byłam dobrze ubrana (sweter, kurtka przeciwdeszczowa z polarem), to i tak zmarzłam i aż do przyjazdu do domu, gdzie zrobiłam gorącą herbatę i wpakowałam się w grubym szlafroku do łożka, nie mogłam się rozgrzać. Ale warto było. Wspaniała muzyka, wstapniała gra aktorów, wspaniały balet. Podziwiam cały zespół, że dali z siebie wszystko w tak trudnych warunkach pogodowych. Wielkie brawa. Do tego interesująca scenografia: domu Tewjego, karczmy, salonu weselnego oraz ulicy Anatewki. Nie wzięłam ze sobą aparatu, a szkoda, bo wszyscy fotografowali i nie było to zabronione. Strzeliłam kilka fotek telefonem, ale ponieważ mam nowy, to jeszcze nie bardzo opanowałam jego obsługę. 

Skrzypek na dachu jest głównym wydarzeniem 18. Letniego Festiwalu Opery Krakowskiej, który w tym roku otwiera obchody 60. rocznicy istnienia tej instytucji. Spektakl można obejrzeć w tym miejscu jeszcze 22 i 23 czerwca.

Oficjalny plakat 



Zdjęcia w pelerynach robił Krzysiek swoim telefonem

Więcej zdjęć na stronie: NaszeMiasto. Kraków

sobota, 14 czerwca 2014

110 lat Walcowni Cynku w Katowicach-Szopienicach

W mojej pracy lubię to, że czasami mam okazję wziąć udział w jakimś nietypowym wydarzeniu, zamkniętym dla tzw. normalnych ludzi lub wejść w miejsca niezwykłe, często niedostępne dla "ludu". Ponieważ bardzo lubię zabytki tzw. industrialne, to z wielką przyjemnością wzięłam udział w konferencji poświęconej ochronie dziedzictwa przemysłowego, która odbyła się w piątek w byłej Walcowni Cynku w Katowicach-Szopienicach. Atrakcją konferencji była możliwość zwiedzenia walcowni. Zanim pokażę zdjęcia, kilka słów na temat historii tego miejsca.

Walcownię wybudowała firma Giesche (budowa rozpoczęła się w 1903 roku, a ukończona została w styczniu 1904 roku). Walcownię Cynku wybudowano obok Huty Bernhardi oraz linii kolejowej Szopienice­-Siemianowice. Położenie to było korzystne ze względu na dostawy cynku oraz wywóz blach koleją. Główna hala wal­cowni miała 9l metrów długości i 20 metrów szerokości oraz pomieszczenie maszynow­ni o długości 70 metrów i szerokości 6 metrów. Wysokość hali wynosiła nieco ponad 5 metrów. Ponadto wybudowano kotłownię wypo­sażoną w 8 kotłów parowych, wytwórnię opa­kowań drewnianych oraz chłodnię kominową dla obiegu wody chłodzącej. W hali głównej zlokalizowane były urządzenia zapewniające prawidłowy ciąg technologiczny produkcji blach. W budynku maszynowni były zainstalowa­ne maszyny parowe napędzane napędzające walcarkę po­przez wał, na którym było zamocowane koło zamachowe o średnicy 7 metrów i ciężarze 30 ton). 

W 1904 roku produkcja blach wyniosła 6901 ton przy załodze 144 pracowników. W walcow­ni wytwarzano blachy cynkowe metodą pakie­tową o różnych grubościach i wielkościach arkuszy. Dobrzy walcownicy byli wstanie wywal­cować blachę o grubości 0,1 mm. Produkowane blachy były stosowane do pokrycia dachów, cynkografii, niklowania, anody, płyty kotłowe.

Pewne zmiany w wielkości produkcji były spowodowane przystąpieniem firmy do kartelu blach cynkowych oraz wybuchem I wojny świa­towej w 1914 roku. Niepewna sytuacja wojenna ograniczyła poważnie w całych Niemczech bu­downictwo, co spowodowało zmniejszenie po­pytu na blachy cynkowe. Firma Giesche została zmuszona do zmiany profilu produkcji w Wal­cowni Cynku, biorąc na cel potrzeby prze­mysłu zbrojeniowego. W 1917 roku rozbudowano halę główną walcowni, wydłużając ją o 91 me­trów. Pojawiły się też nowe, nowoczesne urządzenia zasilane silnikiem elektrycznym. Zainstalowano także prasy i piece do podgrzewania prętów. Uruchomiona produkcja taśm, szyn i drutu cynkowego oraz wyrobów prasowanych i ciągnionych, szczególnie do produk­cji zapalników (spłonek) wahała się w zależno­ści od potrzeb wojska.

Po zakończeniu I wojny światowej zmalały potrzeby na wyroby dla wojska, a wzrosło zapo­trzebowanie na blachy i taśmy cynkowe. W Walcowni Cynku uruchomiono wytwórnię kubków bateryjnych. Załoga 15 pracownic wytwarzała w ciągu 8 godzin 25 tys. kubków bateryjnych. Wytwórnię kubków zamknięto w 1933 roku. 

W ostatnich latach pracy Walcowni Cynku wielkość produkcji systematycznie malała. Produkcja w latach wynosiła:
- 1980 rok – 15441 ton blach
- 1990 rok – 1802 ton blach
- 1999 rok – 750 ton blach

Oraz wyroby wyciskane i ciągnione:
- 1980 – 123 tony
- 1985 – 51 ton (zakończenie produkcji)

Ostatecznie po 97 latach pracy zakończono w 2001 roku produkcję w Walcowni Cynku. Obecnie budynek Walcowni Cynku został zachowany wraz z urządzeniami walcowni z 1904 roku. Ochroną konserwatorską został ob­jęty budynek walcowni wraz z walcarkami, maszynami parowymi i ko­łami zamachowymi. 12 września 2013 roku budynek przeszedł w prywatne ręce. Obecnie teren ten podlega rewitalizacji pod Muzeum Hutnictwa Cynku. Można powiedzieć, że już teraz jest częściowo odnowiony, przeprowadzono konieczne prace adaptacyjne, istotne dla celów wystawienniczych, edukacyjnych i konferencyjnych. 

Tak wyglądało kiedyś

Tak wygląda dziś

 Na ziemi widać jeszcze ślady po torach





























Jeśli chodzi o historię Walcowni Cynku, to skorzystałam z materiałów Stowarzyszenia na Rzecz Powstania Muzeum Cynku w Katowicach.