piątek, 11 lipca 2014

¡Vamos Argentina!

Mundial dobiega końca. Muszę przyznać, że oglądałam prawie wszystkie mecze. Mistrzostwa świata w piłce nożnej zawsze były dla mnie świętością, odkąd po raz pierwszy w 1974 roku, siedząc pod stołem, oglądałam słynny deszczowy mecz Polska – Niemcy. Zadziwiające, że mimo młodego wieku, bardzo dużo pamiętam z tego meczu. Najpiękniejszy był dla mnie oczywiście Mundial z 1982 roku. Bardzo dobrze go pamiętam, zbierałam naklejki z drużynami, wycinałam zdjęcia drużyn ze "Świata Młodych", a nawet zorganizowałam w szkole obstawianie wyników. Zbierałam po złotówce. Pamiętam, że ciągle wygrywała moja psiapsiółka, która totalnie nie miała pojęcia o futbolu i obstawiała na tzw. pałę. Polska drużyna była wtedy wielka. Wtedy "zakochałam się" jednak w Paulo Rossim, napastnikiem włoskim i drużyna Włoch stała się na długie lata moim numerem 1. Nawet dziś kibicuje Włochom, choć numerem 1 jest teraz Argentyna. W Mundialu, który odbywał się w 1986 roku w Meksyku, widać było początki końca polskiego futbolu i potem zraziłam się do polskich drużyn.

Wracając jednak do teraźniejszości, pewnie się domyślacie, że tradycyjnie kibicuję Argentynie. Jestem przeszczęśliwa, bo historia zatoczyła koło i ponownie po 28 latach Argentyna spotka się w finale z Niemcami. Mam nadzieję, że również podobnie jak w 1986 roku, zostanie mistrzem świata. To takie spotkanie sentymentalne... bo w 1986 roku miałam 17 lat. Mecz oglądaliśmy klasowo, na imprezie w domu u kolegi z klasy. Należy pamiętać, że wszyscy w mojej klasie byli "rodowitymi" Ślązakami – poza mną. I wszyscy kibicowali Niemcom, tylko ja jedyna kibicowałam Argentynie. Gdy wygrała, darłam się jak opętana. Obecnie też drę się, budząc cały blok, a głównie biednych sąsiadów, którzy na czas meczu zamykają wszystkie okna i drzwi (mamy dzielony balkon, a właściwie lodżię). W darciu się towarzyszy mi Kuba. Muszę przyznać, że ostatni mecz, w którym po rzutach karnych Argentyna weszła do finału, wywołał w nas wybuch euforii. 

A oto krótka podróż przez lata naszego kibicowania (tegorocznych zdjęć nie ma)






W stroju naszego ulubionego klubu argentyńskiego Boca Juniors (kompletny strój, nawet kubeczek jest z logo Boca Juniors)

Brak komentarzy: