piątek, 29 sierpnia 2014

Skansen w Rumszyszkach

Według planu na Litwie mieliśmy być jeden dzień krócej, ale tak nam się spodobało i nie chciało wracać, że postanowiliśmy zostać jeszcze jeden dzień. Spożytkowaliśmy go na odwiedzenie skansenu w Rumszyszkach położonego kilkanaście kilometrów od Kowna nad tzw. Morzem Kowieńskim, czyli zalewie utworzonym na Niemnie. Skansen jest bardzo rozległy, położony na ogromnym obszarze, wśród lasów, pół i łąk, poprzecinany rzeczułkami, strumykami, z licznymi stawami i jeziorkami. W skansenie spędziliśmy dokładnie 5 godzin i 15 minut i nie obejrzeliśmy wszystkiego, ale nogi wychodziły nam uszami, byliśmy głodni i zmęczeni. Poza tym tego dnia mieliśmy chyba z piętnaście razy przelotny deszcz i nieustannie otwieraliśmy i zamykaliśmy parasol. Było ciepło, ale mokro i raz poślizgnęłam się w błocie, oglądając grządki z ziołami i gwizdnęłam w nie, cudem ratując aparat przed upadkiem.

 Wejście do skansenu

Skansen podzielony jest na poszczególne regiony Litwy. Ponieważ język litewski jest totalnie niezrozumiały, więc wyjaśniam, co następuje: Žemaitija to znaczy Żmudź, Suvalkai znaczy Suwalszczyzna, Aukštaitija to Auksztota, a Dzūkija to Dzukia (historyczna nazwa do Dajnawa). Słowo miestelis oznacza miasto

 Tak jak pisałam wcześniej, skansen położony jest nad Morzem Kowieńskim. Tu widać jedynie jedną z zatok, ale jezioro jest rzeczywiście dość spore, na mapie widać, że jest wielkości polskich Mamr

 W skansenie można było spotkać różne dziwne obiekty. To coś, co wygląda na kapliczkę, to... umywalka z lusterkiem



 Do większości chat można było wchodzić i oglądać ich wyposażenie. W zależności od regionu wnętrza się nieco różniły, choć po obejrzeniu trzydziestej chaty wszystko już mi się wymieszało w głowie






 W wielu zagrodach toczyło się prawdziwe wiejskie życie, żyły zwierzęta gospodarskie, w warzywnikach rosły warzywa, w sadach pełno było owoców na drzewach, kwitły kwiaty. Tu na zdjęciu widać niesamowitego psa, który sam, bez żadnego bacy czy pastuszka, zaganiał zwierzęta do zagrody, gdy się rozłaziły

 Szef kóz konkurował z psem o przywództwo w stadzie, ale generalnie rządził pies

Na terenie skansenu było kilka kościółków


 Polskie napisy na starym zardzewiałym krzyżu




 To jest dom, który uznałam, że mogłabym w nim zamieszkać od zaraz


 Krzysiek zbiera jabłka w sadzie



 
 W niektórych wozowniach można było obejrzeć wiele pojazdów, które wyszły już z powszechnego użycia typu bryczki czy sanie

Na mapie było zaznaczone miejsce pod nazwą 'miasto'. Pierwszy raz widziałam w skansenie odtworzenie prawdziwego dziewiętnastowiecznego miasteczka z jego najważniejszymi elementami: rynkiem, kościołami, sklepikami, szkołą, pracowniami rzemieślniczymi itp. Muszę przyznać, że bardzo mi się tam podobało. Wiele z zabudowań naprawdę funkcjonowało. W karczmie wypiliśmy kawę i zjedliśmy pyszne pączki litewskie, w księgarni można było kupić książki, w sklepie zielarskim zioła, u hafciarki serwetki i obrusy, a u jubilera wyroby z bursztynu

 




3 komentarze:

Wojtek pisze...

Podobna zabudowa staromiejska jest odtworzona w Sanoku w skansenie, a nazywa się osada galicyjska:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Galicyjski_Rynek_%28sektor_miejski_w_Muzeum_Budownictwa_Ludowego_w_Sanoku%29

Jerry pisze...

Wspaniale miejsce. Lubie takie odskocznie od rzeczywistosci.

Jerry pisze...

Ten "zamrozony" piesek w powietrzu jest swietny.