sobota, 6 grudnia 2014

Bożonarodzeniowy Jarmark na Nikiszu

Od kilku dni czekałam z niecierpliwością na weekend, podczas którego ruszył Jarmark na Nikiszu (czyli w katowickiej dzielnicy Nikiszowcu). Pojechaliśmy tradycjnie w trójkę (moja koleżanka Marysia, jej mąż Witek i ja). Nie było już tak przerażająco zimno jak kilka dni temu. Temperatura ok. 3-4 stopni na plusie. Zresztą w chwilach chłodu wspomagałam się grzańcem, grochówką, kawą, pierogami i kołoczem, oczywiście nie wszystko na raz. Bardzo fajny klimat, zapachy pieczonej na ruszcie kiełbasy pomieszane z olejkami i pachnącymi świeczkami. Móstwo ozdób choinkowych, rękodzieła, wszelakich bibelotów, ręcznie robionej biżuretii, obrazów lokalnej Grupy Janowskiej oraz wyrobów spożywczych typu wędliny, sery, chleb. Dzieciaki okupowały karuzelę wiedeńską, a z racji dzisiejszego święta - dnia św. Mikołaja - psy chodziły w mikołajowych czapkach, a po Nikiszu biegali Mikołajowie oraz diablice i rozdawali bombony (czyli cukierki po polskiemu), można też było zarobić po rzyci (czyli dostać rózgą w d***). A przy stoisku ze śląszczyzną z głośników leciały dowcipy i opowieści związane ze świętami - oczywiście po śląsku. Mówiąc krótko, górniczo-śląska tracyja w klimacie świątecznym. 


 Robienie zakupów na jarmarku musi podlegać pewnej strategii. Najpierw robimy przegląd całości dla zorientowania się, co jest fajnego. Dopiero po obejściu wszystkich straganów, robimy zakupy. Potem jest jeszcze kilka rund wzdłuż wszystkich straganów. A potem runda do najbliższego bankomatu. ;-)   

 Mnie najbardziej podobają się wyroby ceramiczne



 Restauracja na klockach słomy

 Zabawki są cudne. Każda inna. Szkoda,że nie mam już komu kupować

 Przed kolejną kultową kariarnią Nikisza

 Śląskie dania wigilijne

 A Marysia z Witkiem mają obsesję na punkcie aniołów


Witek prezentuje świeżo zakupionego anioła

 Kolejna jarmarkowa jadłodajnia. Było ich mnóstwo

 Anioły w górniczych ubrankach


 Świeżutki pachnący chleb. Oczywiście kupiłam

 Stoisko ze śląszczyzną

 Najbardziej lubię kopalnioki. Są czarne jak węgiel i smakują jak... hmm... jak kopalnioki. ;-) No naprawdę nie wiem, do czego to podobne. 

 Szkloki też są dobre


 Nikisz to już produkt eksportowy Katowic :-)



 Główny plac/rynek Nikisza

 Marysia zakupiła kolejne kolczyki. Ja też kupiłam

 Grochówka harcerska. Dopiero po przyjeździe do domu dowiedziałam sie, że przygotowała ją drużyna wodniaków z Szopienic, z którą w czasach licealnych pływałam i byłam bardzo zaprzyjaźniona. Dziś oczywiście to już inne pokolenie


 
Kultowa knajpa na Nikiszu Cafe Byfyj (dla nieznających śląskiego, byfyj oznacza kredens) 

Obowiązkowo do kawy śląski kołocz









Mimo nocy po Nikiszu wciąż krążą tłumy katowiczan

5 komentarzy:

naan pisze...

Świetnie, że jest coraz więcej imprez, gdzie można pochodzić całą rodziną, zjeść coś smacznego, pooglądać, a nawet coś kupić.

Jerry pisze...

Oj kupilbym tez ten " Świeżutki pachnący chleb" do tej grochowki i kielbaski. Zapachy pewnie bylo wspaniale. U nas w Malmö tez cos takiego organizuje sie w centrum na glownych placach i deptakach. Tyle ze u nas to pachnie glownie cynamonem, grzancem i piernikami.

Dariusz pisze...

Bardzo lubię świąteczne jarmarki i te zapachy, które się tam unoszą, rewelacja. Na pewno musiał być tam niezły klimat, jarmark plus Nikiszowiec :)

ula brzydula pisze...

Bardzo żałuję, że nie dałam rady się wybrać.
Na zdjęciach widać, że było magicznie!

Pozdrawiam!
ulabrzydula

Zofijanna pisze...

Fantastyczna sprawa. ma swój klimat.
Szkoda, że to daleko...