poniedziałek, 22 grudnia 2014

Seria niefortunnych zdarzeń

Tuż przed świętami, żeby tradycji stało się zadość (chyba każdego roku w grudniu dotyka mnie seria niefortulnnych zdarzeń awaryjno-sprzętowych), w moją kuchnię uderzyła hekatomba katastrof (niemal biblijnych). W noc wylotu Krzyśka do Izraela, w zasadzie w tym samym momencie (różnica pół dnia) rąbnęła mi bateria przy zlewozmywaku  i zepsuła się zmywarka. Zostałam odcięta od możliwości zmywania. Zawezwałam tzw. fachowca, który stwierdził, że jeśli chodzi o zmywarkę, to niestety - death. Wyzionęła ducha. Okazało się, że od jakiegoś czasu musiał poluzować się wąż doprowadzający wodę do zmywarki i spod miejsca przyłączenia bardzo nieznacznie, ale jednak, kapała woda - wprost na pompę. Pompa się zatem spaliła. Wymiana pompy, to prawie koszt nowej zmywarki, zatem nie ma sensu jej naprawiać. Ale to nie wszystko, przy wyciąganiu zmywarki (to wersja do zabudowy), okazało się, że spod baterii woda ciurczyła od dawna i blat spuchła jak bania, a nawet miejscami się totalnie rozkruszył. A zatem czeka mnie wymiana blatu. To też nie wszystko. W kwestii wymiany baterii został awaryjnie zawezwany drugi fachowiec, czyli dziadek. Razem z Kuba 8 godzin walczyli z oporem materii (czyt. zardzewiałe śruby, nietrzymające szczelności kurki, woda sikająca po ścianach, zapieczone śruby, brak odpowiednich uszczelek). Okazało się, że na pokładzie brakuje WD40, więc zapieczone śruby dziadek z Kubą rozpuszczali za pomocą sprayu do czyszczenia broni. ;-) W końcu bateria została wymieniona, choć blat trzyma się na słowo honoru. Wszystko trzeba będzie ponownie rozebrać po świętach, wymienić blat i wstawić nową zmywarkę. 

Foty z komórki, więc marne.


 Electrolux - nie kupujcie tego!




1 komentarz:

Wojtek pisze...

O kurcze. Współczuję. Właścicielowi i Dziadkowi ;-)