czwartek, 19 lutego 2015

Ennio Morricone w Krakowie / Ennio Morricone en Cracovia / Ennio Morricone in Crakow

Tegoroczne walentynki spędziliśmy w Krakowie na jedynym polskim koncercie Ennio Morricone. Legendarny kompozytor muzyki filmowej wystąpił w krakowskiej Arenie w ramach trasy koncertowej "My Life in Music – World Tour". Towarzyszyła mu blisko dwustuosobowa grupa muzyków i wokalistów z Czech National Symphony Orchestra i Kodály Choir z Węgier. Swojego głosu w wokalizach użyczyły sopranistki Susanna Rigacci i Joanna Jakubas. Podczas koncertu Maestro Ennio Morricone zaprezentował swoje największe dzieła, w tym: Dawno temu w Ameryce, Pewnego razu na Dzikim Zachodzie, Cinema Paradiso, Twierdza Pereira, NietykalniZa garść dolarówa na deser kilka najpiękniejszych utworów z mojej ukochanej Misji. Oczywiście nie obyło się bez owacji na stojąco i wielokrotnych bisów – obiłam sobie dłonie od klaskania. Świetna publiczność niesamowicie reagowała na muzykę i rozpoznawała poszczególne utwory już po pierwszych taktach. To było ciekawe doświadczenie – jakby połączenie koncertu muzyki poważnej rodem z filharmonii z koncertem rockowym. Wrażenie też zrobiło na mnie to, że było tak wielkie zainteresowanie koncertem, do krakowskiej Areny weszło ok. 15 tys. osób, ale zdecydowanie najwięcej osób w wieku 40+. Oczywiście nie brakło młodych, jednak generalnie to był koncert osób, które w latach 70. czy 80. oglądały premiery filmów z muzyką Ennio Morricone. Koncert oglądaliśmy w loży dla VIP-ów i to też było ciekawym doświadczeniem. Po raz pierwszy miałam okazję być w takim miejscu. Na 'dzień dobry' dostaliśmy walentynkowego szampana. W loży mieliśmy do dyspozycji salę rekreacyjną (choć nie wiem, po co na takim koncercie, ktoś miałby wychodzić i się relaksować), toaletę, katering i hostessy, które głównie służyły za kelnerki. Ponieważ byliśmy po obiedzie skorzystaliśmy tylko z kawy. Wrażenie zrobiła też na mnie sama Arena – bardzo ładna, nowoczesna i funkcjonalna hala widowiskowo-sportowa. 

Zdjęcia poniżej niestety wykonane zostały moim iPadem, nie są rewelacyjne. Nie brałam aparatu, bo był zakaz fotografowania, a jednak lufa teleobiektywu trochę się rzuca w oczy.


 Widok ze strefy VIP na płytę Areny





A to kilka zdjęć z internetu (Foto: Monika Stolarska / Onet)





1 komentarz:

Wojtek pisze...

Zazdrościmy koncertu! i loży.... ;-)