poniedziałek, 23 lutego 2015

Kryminał po francusku

Ostatnio zachwyciłam się francuskim pisarzem powieści kryminalnych – Bernardem Minierem. Trafiłam na niego przez przypadek, zmęczona nieco mrocznymi i ciężkimi kryminałami skandynawskimi, przesyconymi nieprawdopodobnymi problemami "tła", z jakimi zmagają się detektywi czy policjanci z krajów Skandynawii. W pierwszą książkę z trylogii Bernarda Miniera wczytywałam się przez kilkadziesiąt stron i początkowo nie byłam zachwycona, aczkolwiek od początku było to, co mnie do niego przyciągnęło: mała mieścina w Pirenejach usytuowana z dala od wielkiego świata, zamknięty i odizolowany od ludzi instytut z najniebezpieczniejszymi "świrami" Europy i seryjny morderca, który – jak się potem okazało – spaja wszystkie trzy części trylogii. W skład tej trzyczęściowej opowieści wchodzą: Bielszy odcień śmierciKrąg, Nie gaś światła. Podoba mi się atmosfera książek, akcja osadzona w górskim krajobrazie, świetna narracja z umiejętnie stopniowanym napięciem i przewijająca się przez karty wszystkich części muzyka Gustava Mahlera, a szczególnie jego IV Symfonii. W trzeciej części jest też motyw Polski. Efektem tego wszystkiego jest to, że książki są po prostu świetnymi thrillerami. Książki czyta się szybko i nie można się od nich oderwać. Jedno, co mnie absolutnie wkurzało i wyprowadzało z równowagi, to kiepskie tłumaczenie (albo kiepska praca redaktora) z masą błędów językowych (niepoprawna odmiana wyrazów albo brak odmiany), błędów stylistycznych i logicznych np. hasło: "śmiertelny wypadek autobusu". Takich perełek było znacznie więcej. Dom Wydawniczy Rebis nie popisał się tym razem.


Brak komentarzy: