niedziela, 8 lutego 2015

Wij. Ukraiński horror

Ostatnio sobie uświadomiłam, ze częściej chodzę do teatru niż do kina. No i może dobrze - oszczędzę uszy, bo w dzisiejszych kinach wyjątkowo doprowadza mnie do szału nieprawdopodobny ogłuszający ryk z głośników. Nawet najfajniejszy film przestaje dawać radość. Druga rzecz to smród popcornu wydobywający się z wnoszonych na salę pudeł. Czy ludzie idą głodni do kina? Nie mówiąc o mlaskaniu ,zagłuszającym nawet ryki z głośników. Na szczęście teatr jest jeszcze w miarę wolny od tego typu "rozrywek". Piszę w miare, bo już mi się zdarzyło, i to w stolicy polskiej kultury - Krakowie, że pewna para weszła na widownię z torebką małych pączusi, które żarli przez niemal cały spektakl, mlaszcząc, szeleszcząc torebką i wycierając brudne, tłuste paluchy w oparcie fotela. Po tym spektaklu napisałam skargę do Teatru Bagatela, bo panienki wpuszczające na salę widziały torebkę paczuci i nie zwóciły uwagi nienażartej parze. No, ale to był wyjątek. 

W zeszłym tygodniu, ostatnim dniu stycznia, udaliśmy się do Teatru Zagłębia w Sosnowcu na sztukę według Michaiła Gogola "Wij. Ukraiński horror". Jeśli kiedykolwiek spektakl zawędruje do Waszego miasta, to polecam. Sztuka rzeczywiście przenosi na dalekie rubieże Ukrainy, w dzikie stepy, gdzie wyją wilki, a nocą po ostępach snują się dziwne postaci nie z tego świata, a na ludzi czyhają złe moce. To horror, ale teatralny, więc należy wziąć na to poprawkę. Krew się nie leje hektolitrami, a całość raczej bazuje na nastroju niesamowitości, grze kolorami, światłami, odgłosami. Świetne role aktorskie, szczególnie gra kozaków. Jak dla mnie niezrozumiałe jest zastosowanie w kilku przypadkach współczesnych rekwizytów, jak na przykład plastikowych butelek czy kubków z nierdzewki, jak również niezrozumiała była dla mnie koszula flanelowa w niebieską kratę w stroju jednego z kozaków - jeśli ktoś to rozumie, to proszę o wytłumaczenie. To oczywiście drobiazgi i generalnie ciekawa scenografia podkreślała nastrój spektaklu. W ostatniej scenie zastosowano efekty stroboskopowe, co też jest dla mnie mało zrozumiałe, szczególnie, że mogą one wywołać np. atak epilepsji. Ja na epilepsję nie choruję, ale musiałam zamknąć oczy, bo nie byłam w stanie tego wytrzymać. Podsumowując, moja ocena to mocna 4+. 






Foto: Maciej Stobierski / Teatr Zagłębia

Brak komentarzy: