piątek, 1 maja 2015

Ateny, Akropol

Zupełnie niespodziewanie z zimy przenieśliśmy się wprost do lata. Wyjeżdżając z Polski, wielokrotnie sprawdzałam pogodę i wszędzie pokazywano w Atenach ok. 20-24 stopnie. Tymczasem gdy pomaszerowaliśmy na Akropol, dopadł nas upał jak w lipcu czy sierpniu. Ponieważ nasze ciała dopiero wyskoczyły z kożuchów, więc od razu sieknęło nas na czerwono. Nawet czapki nie wzięłam z hotelu, ale na szczęście miałam chustkę, którą wdziałam na głowę. 

Jeśli chodzi o Akropol... no cóż... kupa kamieni. Przy dzikich tłumach szturmujących święte wzgórze, totalnie nie czułam tego, że patrzą na mnie wieki. Można powiedzieć, że troszkę rozczarowujące doświadczenie. Nie czuję, że mnie powaliło. Ot, zabytek. Pamiętam, że swego czasu Olimpia zrobiła na mnie o wiele większe wrażenie.

Poza tym Ateny nie należą do zbyt pięknych miast, szare, brudne, śmierdzące, w miejscach, gdzie przewija się dużo ludzi, jest też dużo meneli, śpią na ulicach, syf. To na pewno ciemna strona miasta. Greckie literki doprowadzają do szału i mimo iż władze miasta starają się zamieszczać jak najwięcej informacji również po angielsku, a przynajmniej alfabetem łacińskim, to jednak czasami można zgłupieć, bo grecki to język do niczego nie podobny. Szczególnie w metrze można się zafiksować. Ale muszę przyznać, że Grecy są bardzo mili, chętni do pomocy, pokazują drogę, tłumaczą, sami podchodzą i pytają się, czy nie pomóc. Także w sklepie czy restauracji są niezwykle sympatyczni, uśmiechnięci i ze zrozumieniem podchodzą do tego, że nikt ich nie rozumie. Starają się, jak mogą, aby mówić po angielsku, aczkolwiek czasami lepiej, żeby mówili po grecku - prędzej można się domyślić, co mówią. 




 Na Akropolu aż roi się od żółwi

 Szybkie wdziewanie chustki na głowę



 Teatr Dionizosa

 Jak wiadomo Akropol to wzgórze. Prawie godzinę zajęło nam wejście pod najsłynniejsze budowle

 Po drodze widok jeszcze na Odeon

 Ludzie tłoczący się przed główną bramą

 Ostatnia prosta

 Brama przekroczona. Przed nami najsłynniejsze świątynie

 Kariatydy





Dłuższa ściana Partenonu. Budowla powstała w V wieku p.n.e.

 Fasada Partenonu

 Partenon, czyli świątynia ku czci Ateny Partenos, w pełnej okazałości

Przy wykonywaniu elementów rzeźbiarskich pracować miał sam Fidiasz

 Partenon wznosi się na dość płaskim szczycie wzgórza

 Ze wzgórza rozciągają się widoki na wszystkie strony Aten





2 komentarze:

Wojtek pisze...

Tłumy jak wszędzie, bo turystyka to olbrzymi przemysł i olbrzymie pieniądze. Ale Partenon i koleżanki (albo koledzy) to mus. Trudno ich nie zobaczyć. Zresztą jeśli nie to, to co zwiedzać w Atenach?

recoleta pisze...

No właśnie.