piątek, 8 maja 2015

Santorini – Oia

Na dokładnie przeciwnym końcu wyspy (w stosunku do miejsca, gdzie leży Akrotiri) znajduje się miasteczko Oia – mekka turystów z Rosji. Jest malowniczo położona, tym razem jednak wśród straganów (mniejszej liczby niż w Firze) bardzo dużo tu sklepów luksusowych: z markową odzieżą, złotem, zegarkami itp. Sporo także ekskluzywnych hoteli. Rozumiem, że to wszystko pod kątem biednych Rusów, pogrążonych – podobnie jak Grecy – w ciężkim kryzysie (mam nadzieję, że wszyscy wyczuwają w tym zdaniu ironię). 

Oia leży blisko wyspy Thirasia, będącej w XVII wieku p.n.e. częścią dawnej wyspy Strongili. Tak na marginesie nazwa Santorini pochodzi z XIII wieku od imienia św. Ireny (Saint Irene), wyspa znana była również pod nazwami: Kallisti, Strongili lub Tera/Thira. Na uliczkach miasteczka snuje się mnóstwo turystów, podobnie jak w Firze wielu Japończyków. Oia to także mekka młodych par – głównie z Japonii (nie do końca rozumiem ten motyw, ale przypominam sobie z lektury książek Harukiego Murakamiego, że greckie wyspy darzone są wyjątkowym sentymentem w Kraju Kwitnącej Wyspy). Spotykaliśmy wiele par w strojach ślubnych pozujących do zdjęć na tle najbardziej charakterystycznych obiektów miasteczka. Na parkingach natomiast dokonywano makijażu oraz układano fryzury młodych panien przed sesją fotograficzną. 

Podczas naszego pobytu w Oii było strasznie gorąco, a do tego parno i duszno. Chodzenie po uliczkach pełnych Rusów niespecjalnie sprzyjało kontemplowaniu widoków. Wszyscy się na siebie pchali i wrzeszczeli. 

 Do Oii z Firy jedzie się dość eksponowaną trasą, wiodącą serpentynami. Po drodze znajdują się liczne punkty widokowe. Można także obejrzeć panoramę rozciągającą się na drugą stronę wyspy – tę która nie uległa rozerwaniu przez wybuch wulkanu


 Kościół na centralnym placu Oii

















 Widok na porcik, z którego odchodzą katamarany na wyspę Thirasia




W tle wyspa Thirasia


 Pojechaliśmy także do portu...

 ...gdzie znajdują się sympatyczne knajpki z morskim żarciem

Można tu też obejrzeć z bliska wulkaniczne tufy będące śladami dawnego kataklizmu


 Z porciku można "wziąć" osiołka do miasta

Obiadek kruszejący przy jednej z knajpek w porcie

1 komentarz:

Histeryczna pisze...

Ciekawe, chętnie obejrzałabym z bliska te skały. Poważnie. Nie ma to jak naocznie zobaczyć zjawiska geograficzne i biologiczne. Ujrzeć, że to nie jest książkowy wymysł.

Ale i tak obiadek najlepszy :D