niedziela, 3 maja 2015

Santorini – przylot

Na Santorini przylecieliśmy bardzo wcześnie. Samolot mieliśmy o 5.15 czasu miejscowego, czyli w Polsce była godzina wcześniej. Lot trwał zaledwie 45 minut. Było jeszcze ciemno i trudno było zobaczyć fantastyczne widoki, które na pewno rozciągały się pod nami, lecieliśmy bowiem na Cykladami, czyli minęliśmy sporo wysp i wysepek. Czasami było widać światła mijanych wysp na morzu. Na lotnisku czekał na nas samochód przysłany z hotelu, który zabrał nas do miejsca zakwaterowania, czyli Firy, stolicy Santorini. W hotelu wiedziano, że przyjedziemy bardzo wcześnie, więc pan czekał na nas, zabrał nasze bagaże, jednak na wprowadzenie się do pokoju musieliśmy poczekać, aż wyprowadzą się z niego dotychczasowi goście i pokój zostanie posprzątany. Poszliśmy więc na spacer po budzącym się do życia miasteczku. To jedyna w swoim rodzaju okazja, żeby zobaczyć to miejsce wyludnione, niemalże pozbawione turystów, a do tego w promieniach wschodzącego słońca. Niełatwo było również znaleźć czynną o tej porze knajpkę, żeby zjeść śniadanie, a przede wszystkim wchłonąć kubeł kawy.  Relacja z pierwszego poranku na Santorini poniżej.

 Jest ok. 6.45, jeszcze dość chłodno. Bagaże zostały w hotelu, a my idziemy poszukać jakiejś knajpki, w której zjemy śniadanie

 Ulice Firy wyludnione, wszystko pozamykane

 W dzień jest tu taki tłok, że trudno przejść przez ulicę


 Wyspa budzi się do życia

Przy kalderze stoją już hotelowce z turystami, którzy niedługo wypełnią ulice Firy

 Puste restauracyjki i kawiarenki czekają na pierwszych turystów



Nie wiem, ile osób wchodzi na taki statek, ale gdy turyści wracają na kolację, to w mieście niemal natychmiast robi się pusto

A tymczasem do pracy zdążają osiołki

 Będą transportować turystów ze statku do miasteczka położonego na szczycie wyspy


 Osiołki maszerują wąskimi uliczkami i schodami, dzwoniąc dzwoneczkami uwieszonymi u szyi

Kupki osiołków są natychmiast sprzątane


 Po śniadaniu wracamy do hotelu, gdzie nad basenem relaksujemy się, odpoczywamy po nieprzespanej nocy i czekamy na zameldowanie w naszym pokoju

Słońce zaczyna przypiekać, temperatura szybko rośnie i powoli ściągamy poszczególne warstwy odzienia

 Nadciągam z kremem UVB 30


A to już widok z naszego balkonu

Fragment naszego pokoju

 O godzinie 11.00 jest już prawdziwy upał


Idziemy ponownie do miasta, zwiedzać wszystko co się da

3 komentarze:

Wojtek pisze...

Kto rano wstaje....ten ma pustą Firę.

Jerry pisze...

Szkoda mi tych osiolkow:-(

recoleta pisze...

Nie korzystaliśmy z osiołków, ale tak sobie myślę, że gdyby nie było na nich chętnych, to osiołki pasłyby się na łąkach Santorini. Wielu ludzi im współczuje, a jednak ktoś na nich jeździ. Takiego dylematu nie mają turyści z pływających hotelowców, bo to oni z nich korzystają. :-(