piątek, 21 sierpnia 2015

Lwów

Po trzech latach ponownie przywędrowaliśmy do Lwowa. Uwielbiamy to miasto i prawie wszystko nam się w nim podoba, chociaż zapora w postaci granicy jest wyjątkowo uciążliwa. To prawdziwa udręka. Z Jarosławia do Lwowa jest ok. 1,5 godziny jazdy (pół godziny do granicy i godzina od granicy). Niestety, na granicy trzeba liczyć się z długim staniem (w stronę Lwowa staliśmy 1,5 godziny, z powrotem w upale dochodzącym 40 stopni 3,5 godziny!!!) i nieeuropejskimi strandardami traktowania człowieka i to nie tylko ze strony Ukraińców. Z przykrością muszę stwiedzić, że  chyba z powodu bliskości Ukrainy  polscy pogranicznicy także zachowują się skandalicznie. Trzepali mojego pustego Fafika, chociaż miałam na pokładzie tylko torebkę, wodę mineralna, kwas chlebowy i aparat fotogarficzny. Ale Lwów piękny jak zwykle, niestety, chyba ze względu na wojnę, wszystkie prace remontowe, które obserwowaliśmy 3 lata temu, obecnie całkowicie zamarły. To, czego nie wyremontowali do wojny, obecnie się wali i chyli ku ruinie. Drogi, jak były dziurawe, tak wciąż są dziurawe. Drogowskazów na drogach jak nie było, tak nie ma (bez własnej nawigacji można oszaleć). Na ulicach "wolna amerykanka", panuje zasada, kto szybszy i silniejszy, tym lepszy. Fafik wprawdzie nie jest mocarzem w kwestiach prędkości, chociaż jest zwinny jak jaszczurka i mieści się na każdym parkingu. Także kurs hrywny bardzo korzystny. Dla Polaków ceny są absolutnie fantastyczne. 

 Uniwersytet Jana Kazimierza (obecnie Iwana Franki)

 Rynek

 Ratusz

 Stragany na rynku

 Czarna Kamienica

Renesansowa kamienica Bandinellich, mieściła się tu pierwsza poczta w Rzeczypospolitej (obecnie muzeum)

 Nasz ulubiony napitek letni  kwas chlebowy

 Najlepiej smakuje zimny 




 Bukiniści na tyłach kościoła dominikanów

 Mozna tu znaleźć sporo polskich książek i gazet. Wiele wydanych jeszcze przed wojną (II wojna światową)

 Pomnik Nikifora Krynickiego koło kościoła dominikanów

Kościół Bożego Ciała i klasztor Dominikanów, a obecnie greckokatolicka cerkiew Najświętszej Eucharystii



  
 Wracamy na ryunek, gdzie oglądamy rozliczne stragany


 Na straganach znajduje sie sporo gadżetów mających na celu zmieszanie z błotem Putina ;-)

 To jeszcze rynek...

...a to już inny plac i inne stragany (w drodze do budynku opery natrafiliśmy na gigantyczne targowisko z pamiątkami, starociami, obrazami, rzeźbami, rekodziełem itd.) 




Krzysiek zastanawia się, na co wydać pieniądze

Lwowski Narodowy Akademicki Teatr Opery i Baletu im. Salomei Kruszelnickiej

Na szczycie budynku alegoria sławy 


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Arboretum w Bolestraszycach

Muszę absolutnie polecić to miejsce. Arboretum położone jest kilka kilometrów od Przemyśla i naprawdę warto tu przyjechać. My mieliśmy trochę pecha,  bo zaplanowaliśmy zwiedzanie arboretum po całym dniu łażenia po Przemyślu. Dzień był upalny, duszny, parny i gdy dojechaliśmy do Bolestraszyc, to zaciągnęło się i przeszła burza. Nie zobaczyliśmy zatem wszystkiego, poza tym zwiedzanie przed burzą też nie było zbyt przyjemne - w gąszczu roślinności czuliśmy się jak w tropikalnej dżungli, gdzie wilgotność powietrza przekracza 100%. Ale miejsce piękne, duży obszar podzielony na strefy. Polecam. Zamierzamy tu wrócić jesienią, gdy będziemy na Jarmarku Benedyktyńskim. 




 


 Na terenie arboretum trwa wystawa dziwolągów z wikliny w wykonaniu młodzieży ze szkół artystycznych. Można oglądać bardzo ciekawe obiekty

 




 Czegoś takiego nie widzieliśmy jeszcze. Liście wielkości człowieka!

 To gunnera (parzeplin). Roślina występująca w pasie zwrotnikowym (w klimacie umiarkowanie ciepłym) w Ameryce Południowej,Afryce, Australii i Oceanii, niemal wyłącznie na półkuli południowej. To, co widać na zdjęciu to kwiatostan gunnery - jest wielki!







 Arboretum dzieli się na dwie części: dolną i górną. Tu widok z górnej części na niewielki fragment dolnego arboretum

W upale Krzysiek schładza się wodą z węża



 Dworek, w którym znajduje się część wystawowa




 Leje