piątek, 7 sierpnia 2015

Zwierzyniec + Zamość

Kolejny dzień wakacji spędziliśmy w Zamościu. Po drodze zajechaliśmy do Zwierzyńca. Nie zwalił nas z nóg, chociaż rzeczywiście bardzo dużo zielni, co sobie bardzo cenię. Generalnie nie bardzo jest co zwiedzać, to typowe miasteczko będące bazą pod wycieczki kajakowe rzekami Roztocza. Jest wprawdzie stary browar, ale można go zwiedzać jedynie w dwa dni w tygodniu. Zamość natomiast bardzo urodziwy i urokliwy, kamieniczki wokół Rynku pięknie odnowione, sporo restauracyjek i kafejek, ale czegoś znowu brakuje... może właśnie zieleni. Na środku Rynku w ten koszmarnie upalny dzień można usmażyć się żywcem. Niby jest kurtyna wodna, ale na ogromnym placu może z pięć osób, najbardziej zdesperowanych turystów, reszta pochowana pod parasolkami kawiarenek i w podcieniach kamienic. Duże chęci renowacyjno-rewitalizacyjne widać jedynie na Rynku i w kilku okolicznych uliczkach, plus dwa mniejsze rynki. Dalej głęboki PRL, sypiące się mury, dziurawe drogi, zapuszczone place porośnięte chwastami... może nie od razu Rzym odrestaurowano... liczę na to, bo miasteczko ma potencjał. 

 Zwierzyniec, kościół na wodzie








Stary browar w Zwierzyńcu

 A to już Zamość

Widok na starówkę z wieży dzwonnicy katedry zamojskiej

Założyciel Zamościa Jan Zamojski stoi przed Pałacem Zamojskich - pięknie odnowionym, teren bardzo zadbany i z gustem przywrócony miastu

 Dzwonnica katedry, z czubka której podziwialiśmy panoramę Zamościa

A to już wnętrze katedry z kaplicą, w której pochowany jest Jan Zamojski

 Wymieciony z ludzi zamojski Rynek, panują tu z pewnością temperatury bliskie rekordu

Ratusz


Kamieniczki ormiańskie

Nadszaniec i widok na starówkę z drugiej strony. Warto pamiętać, że miasto z założenia było twierdzą 

 Zabudowania nadszańca można zwiedzać, co też uczyniliśmy. Było to bardzo przyjemne, bo głównie chodziliśmy lochami i kazamatami oraz galeriami strzelniczymi


 Powrót na Rynek. Tu jest jak w piecu, chłodzenie pod kurtyną wodną też niewiele pomaga. Nawet nie zamierzam strzelać, jaka tam panowała temperatura, ale myślę, że afrykańska


 Rynek Solny


Po mieście poruszamy się skokowo, od cienia do cienia, od arkad do arkad

1 komentarz:

Jerry pisze...

A my w Alanya tez poruszalismy sie skokowo. Od wody do wody, byle do wieczora :-)