poniedziałek, 28 września 2015

Jerozolima, zachodnia ściana świątyni Salomona

Kolejny dzień globtroterzy spędzili na eksplorowaniu dzielnicy żydowskiej, której najważniejszym punktem jest - od kilku tysiącleci - świątynia Salomona (dokładnie rzecz biorąc - druga świątynia), a właściwie to, co z niej pozostało, czyli mur zwany też Ścianą Płaczu.

 O ile się nie mylę, to ulica Dawida - główna "arteria" biegnąca do dzielnicy żydowskiej


 W tle Ściana Płaczu i rampa dla Arabów zmierzających do meczetu na skale



 Podobno z tego miejsca modlitwy mają połączenie ekspresowe do nieba. ;-)


 Kuba w roli tłumacza

I przerwa na kawę

2 komentarze:

Histeryczna pisze...

Zdjęcia jak zwykle świetne. Co to za zbiory na półkach na trzeciej fotografii od końca?

recoleta pisze...

Przy Ścianie Płaczu, od strony części dla mężczyzn, jest taka wnęka, gdzie znajdują się óżnego rodzaju miodlitewniki... sama nie wiem. Widziałam, jak pobożni żydzi braki sobie do modlitwy. Od strony kobiet nie ma takie "wypożyczalni", bo kobietom nie wolno sie modlić, jak mężczyznom, to znaczy czytać zwojów Tory na głos. I tak to robią. W Izraelu coraz silniej dochodzą do głosu żydowskie feministki domagające się możliwości modlitwy takiej, jakie odprawiają mężczyźni. Ultraortodoksyjni żydzi dostają szału, gdy widza takie kobiety. Znieważają je, krzyczą na nie, plują i szarpią. Policja zazwyczaj staje po stronie kobiet. Generalnie większość żydów w Izraelu nie jest ultraortodoksyjna i mają serdecznie dosyć ultraortodoksów, którzy nie pracują, mają po 10-12 dzieci, są na zasiłkach i nie obowiązuje ich przymus obowiązkowej służby wojskowej.