piątek, 6 maja 2016

Me'a She'arim

Me'a She'arim to nazwa dzielnicy ultraortodoksyjnych Żydów, którzy wyznają odłam judaizmu zwany haredi. Mieszkańcy dzielnicy całe życie mają podporządkowane sprawom religijnym, nie uznają państwa Izrael, gdyż czekają na Mesjasza, który gdy przyjdzie, utworzy takie państwo. Kobiety nie pracują, zajmują się domem i dziećmi, których w każdej rodzinie jest sporo - nie kończy się na jednym czy dwóch. Mężczyźni do czterdziestki nie pracują, studiują Torę. Z czego żyją? Z zasiłków i datków z zagranicy. Ultraortodoksyjni Żydzi są również zwolnieni ze służby wojskowej. Trudno się dziwić, że żyją skromnie, a nawet biednie, zaś dzielnica robi przygnębiające wrażenie - jest szaro, obskurnie i straszliwie brudno. Także zapachy snujące się ulicami nie należą do przyjemnych. Mieszkańcy Me'a She'arim ubierają się niemal tak samo: panowie w długie czarne chałaty i czarne kapelusze, spod których wystają - w zależności od wieku i karnacji - czarne, blond, rude lub siwe pejsy. To, na co zwróciłam uwagę to ich buty - zniszczone, rozkłapciane i brudne. Kobiety chodzą bardzo skromnie ubrane, również w tonacji czarnej: długie workowate spódnice, czarne rajstopy, czarne bluzki naciągnięte na białe trykoty z długimi rękawami i chustki bądź coś w rodzaju beretu, do którego wciśnięte są wszystkie włosy. Mężatki mają peruki. Na nogach wyjątkowo nieatrakcyjne "trupięgi". Mieszkańcy dzielnicy używają jidysz. 

Przed wejściem do dzielnicy widnieją plakaty informujące o zakazie wchodzenia dla grup turystycznych i konieczności posiadania skromnego ubioru. Absolutnie nie wolno tu wchodzić w szabat. Nie wolno robić zdjęć ludziom. Udając się zatem do Me'a She'arim, ubrałam się najskromniej jak tylko się dało i starałam się nie patrzeć na swoje odbicie w szybach. Podziałało, nikt się nie czepiał, spokojnie robiłam zdjęcia, pędzący ulicami panowie (oni nigdy nie chodzą wolno) omijali nas jak śmierdzące jajka, ale nie byli niemili. Zdarza się jednak, że gdy ktoś nie dostosuje się do ich zwyczajów i wejdzie do dzielnicy niestosownie ubrany (to dotyczy raczej kobiet), to żydzi plują na niego lub rzucają kamieniami w takie osoby. Mówi się, że obcy nie są tu mile widziani, ja jednak odniosłam wrażenie, że jesteśmy dla nich po prostu niewidzialni.

Wejście do dzielnicy


Na plakatach widnieją informację dotyczące, co wolno, a czego nie wolno, co jest dobre, ale częściej co jest złe. Są to również złorzeczenia na rząd izraelski. Nawet przy bankomacie widniała karteczka przestrzegająca przed korzystaniem z tego urządzenia (chyba jest niezgodne z regułami religijnymi). Krzysiek się tak przestraszył, że nie wypłacił kasy, he, he.


Wszystkie balkony i okna są zakratowane

Śmieci są wszędzie

W dzielnicy dominują sklepiki z artykułami religijnymi i różnego rodzaju warsztaty




   Ciekawostką jest to, że nie można fotografować ludzi, ale w niektórych sklepikach sprzedawane są zdjęcia w ramkach ważnych i znamienitych rabinów

Brak komentarzy: