czwartek, 28 lipca 2016

Rocca della Selvaggia przed burzą

Niedaleko naszego domostwa znajduje się maleńka osada górska. Wiedzie do niej wąska, kręta dróżka, a kilkaset metrów przed osadą stoi znak, że jest ona zamknięta dla ruchu, dostępna wyłącznie dla ruchu pieszego. Faktycznie do wioseczki, składającej się z kilku domów, kościoła, cmentarza i ruin zamku nie ma możliwości wjazdu niczego poza osiołkiem. Są tu jedynie kamienne schody lub kamienne uliczko-schody. Samochód trzeba zostawić przy drodze i mieć nadzieję, że nikt go nie otrze. Miejsce jest wielce urodziwe. Trafiliśmy tu wieczorem 25 lipca, w dniu świętych Krzysztofa i Jakuba, a kościółek w osadzie był pod wezwaniem św. św. Krzysztofa i Jakuba. Okazało się, że w kościółku właśnie rozpoczynała się msza. Przybyło kilkunastu mieszkańców osady. Do tego podczas mszy w kościele śpiewał lokalny chór. Niesamowite szczęście albo zbieg okoliczności. :-)

Pogoda nieco się popsuła. Było bardzo duszno i parno, zbierało się na burzę. Tak na marginesie, burze mamy codziennie. Wczoraj mieliśmy ponoć burzę trzygodzinną z oberwaniem chmury i gradobiciem. Piszę "ponoć", bo byliśmy poza domem. Ale jak wracaliśmy, to widzieliśmy oznaki nawałnicy. Pan Alessandro wysłał nam SMS, żebyśmy nie wjeżdżali do góry podczas deszczu. Rzeczywiście, podczas burzy z góry chyba spływały rzeki z gałęziami i kamieniami.










Widok na pobliski konwent 

Ruiny jakiegoś castello 




Rocca della Selvaggia, widok z poziomu konwentu

2 komentarze:

Jerry pisze...

A czy w tych okolicach widzieliscie tez jakis mlodych ludzi, czy tylko stariki tam zyja.
Bardzo fajne okolice i pewnie sporo ciekawych kadrow do fotografowania mozna tam znalezc.

Krzysztof pisze...

Spotyka się młodych ludzi przyrośniętych do swoich " Mamma" ale rzadko.
Przyrost naturalny we Włoszech wynosi ok. 1,4. A gdy spadnie poniżej 1,3 tendencja do wymierania społeczeństw jest praktycznie nieunikniona.
Konsekwencja hedonizmu i egoizmu.